Strajk kobiet

Od kilku dni przez cały kraj przetacza się fala protestów. Wprawdzie impulsem do wyjścia ludzi na ulice był czwartkowy wyrok TK, ale w tej chwili wydaje mi się, że chodzi o coś więcej.
Jestem katoliczką, więc siłą rzeczy patrzę na problem aborcji z punktu widzenia wiary.  I gdybym musiała stanąć przed wyborem usunąć czy urodzić chore dziecko, decydowałoby moje sumienie. Tym bardziej, że to ja ponosiłabym pełne konsekwencje takiego wyboru. Nie chcę się wymądrzać, że nigdy, że na pewno – tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono, a ja na szczęście nigdy nie musiałam stawać przed takim dylematem.

Trudno jest zmusić kobietę do niechcianej ciąży – możliwości jej usunięcia jest wiele, a legalne aborcje są ściśle uwarunkowane do konkretnych przypadków. Jest to tylko czubek góry lodowej, już mniej oficjalnie, ale turystyka aborcyjna ma się całkiem dobrze, ogłoszeń typu “AAA – miesiączkę wywołuję skutecznie…” też nie brakuje. Teraz po prostu te ostatnie metody się rozszerzą, to tylko kwestia pieniędzy.  Ciekawe, jak tu wyglądają statystyki? Nie miejmy złudzeń – wiele kobiet z nich korzystających to również katoliczki. Wybrały tak, nie inaczej, to ich wybór. Podejrzewam, że w przeważającej większości były to bardzo trudne decyzje, mające wpływ na całe życie.

Tak naprawdę jednak to w  tej chwili chyba już nie chodzi tylko o aborcję, spadek ilości legalnych aborcji z 1100 na kilkaset rocznie nie spowodowałby masowych protestów w całym kraju. Ten wyrok TK był tylko zapalnikiem, a chyba bardziej chodzi tu o miejsce Kościoła w naszym życiu. Każdy człowiek ma prawo do własnej wiary i własnych poglądów, tak samo katolik jak i ateista. Mam jednak wrażenie, że ostatnio za bardzo do głosu doszli ludzie, którzy są “świętsi od papieża” i próbują własne poglądy i wiarę narzucić wszystkim. Wypowiedzi niektórych członków rządu mogą być naprawdę przerażające, w dodatku jaka jest rzeczywistość wszyscy widzą. Sojusz tronu z ołtarzem kwitnie. Z wielką szkodą dla Kościoła. Zdecydowanie mam wrażenie, że nasi hierarchowie idą drogą na skróty, dogadując się z władzą i wprowadzając zasady wiary przepisami prawa. Tak jest pewnie szybciej i łatwiej, ale dotyka wszystkich, nie tylko katolików, przede wszystkim jednak świadczy o wielkiej słabości misji ewangelizacyjnej.
Trudno więc się dziwić, że protesty są skierowane również w kierunku Kościoła. Oczywiście nie podoba mi się zakłócanie nabożeństw czy sprayowanie po murach kościołów. Na pewno jednak nie chciałabym się także natknąć przed wejściem do kościoła na jakąś bojówkę narodowców, którzy będą decydować czy mogę wejść czy nie. To odstrasza, kościoły powinny być otwarte dla wszystkich.
Jaki będzie tego efekt? Nie miejmy złudzeń – jeszcze bardziej opustoszałe kościoły, coraz mniej dzieci na religii i znaczne przyspieszenie laicyzacji społeczeństwa.  A najpóźniej za kilka lat – całkowita liberalizacja prawa do aborcji.

Czy to na pewno dobra droga? Wahadło właśnie ruszyło w drugą stronę….