Podziały z powodu Jezusa

Ewangelia na niedzielę 18 sierpnia 2019

Podziały z powodu Jezusa
Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i bardzo pragnę, aby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakże jestem udręczony, aż się to wypełni. Czy sądzicie, że przyszedłem, aby dać ziemi pokój ? Ależ nie – mówię wam – raczej rozłam. Odtąd bowiem w jednym domu pięciu poróżni się między sobą: trzech stanie przeciw dwóm, a dwóch przeciw trzem.

Poróżnią się:
ojciec z synem,
a syn z ojcem;
matka z córką,
a córka z matką;
Teściowa ze swoją synową,
a synowa z teściową.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 12, 49-53

Ten fragment Ewangelii jakby zaprzecza słowom Jezusa “Pokój mój daję wam…” . Jak więc należy go odczytywać? Myślę, że przez pryzmat ludzkiej ułomności. Chrystus przynosi nam posłannictwo, które jest pełne pokoju i miłości, ale doskonale zdaje sobie sprawę, że ludzie będą je odczytywać i interpretować po swojemu, każdy inaczej i w efekcie – dojdzie do rozłamów, kłótni i podziałów. Słowa te okazały się prorocze – wystarczy rozejrzeć się dookoła. Samo chrześcijaństwo nie jest jednolite – tak wiele w nim wyznań. I każde uważa, że ma rację i w sposób właściwy interpretuje naukę Jezusa, a mylą się inni. Podziałów tych nie da się łatwo i szybko zlikwidować.
Może jednak warto eksponować to co łączy, a nie to co dzieli ? Może tak właśnie powinien wyglądać współczesny ekumenizm? Idziemy nieco innymi drogami, ale cel mamy wspólny ? I ważne jest to, czy dojdziemy? I może o tym pamiętać także w starciu z  wszystkimi, również wyznawcami innych religii czy ateistami? Szczególnie w naszym, tak bardzo ostatnio podzielonym i skłóconym społeczeństwie?

 

Gotowość na przyjście Pana

Ewangelia na niedzielę 11 sierpnia 2019

Jezus powiedział do uczniów: 32“Nie bój się, mała trzódko, bo spodobało się waszemu Ojcu dać wam królestwo. 33Sprzedajcie swoje dobra i wspomóżcie potrzebujących!  Sprawcie sobie sakiewki, które się nie zużyją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej nie ma dostępu ani mól nie zniszczy.  34Bo gdzie jest wasz skarb, tam będzie też wasze serce.
Czuwający słudzy
35
Niech wasze biodra będą przepasane, a lampy zapalone. 36Wy zaś bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, który ma wrócić z wesela, aby zaraz mu otworzyć, gdy przyjdzie i zapuka. 37Szczęśliwi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy przyjdzie,. Zapewniam was: przepasze się, posadzi ich przy stole i, obchodząc, będzie im usługiwał. 38Szczęśliwi, jeśli przyjdzie o drugiej czy o trzeciej straży i tak ich zastanie. 39Zważcie na to, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie przyjdzie złodziej, nie pozwoliłby mu włamać się do swego domu. 40I wy też bądźcie gotowi, bo w chwili kiedy się nie spodziewacie, Syn Człowieczy przyjdzie.”
41Wtedy Piotr zapytał: “Panie, czy mówisz tę przypowieść do nas, czy do wszystkich?”.  42Pan odpowiedział: “Kto jest tym wiernym i rozsądnym zarządcą, którego pan ustanowi nad swoją służbą, aby we właściwym czasie rozdawał należne porcje pożywienia? 43Szczęśliwy sługa, którego pan zastanie przy tej czynności, gdy powróci. 44 Naprawdę mówię wam, że powierzy mu zarząd nad całym swym majątkiem.  45Lecz jeśli ten sługa pomyśli sobie: “Mój pan opóźnia swe przybycie” i zacznie bić sługi i służące, jeść, pić i upijać się, 46to jego pan nadejdzie w nieoczekiwanym dniu i o nieznanej godzinie. Wtedy odsunie go i umieści wśród niewiernych. 47Sługa, który poznał wolę swego pana, a nic nie przygotował ani nie postąpił zgodnie z jego wolą, będzie surowo ukarany. 48Ten zaś, który jej nie poznał, a uczynił coś godnego kary, zostanie ukarany łagodniej. Od każdego, któremu wiele dano, wiele też będzie się wymagać, a komu więcej powierzono, od tego też więcej będą żądać.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 12, 32-48

Każdy z pewnością może podać wiele przykładów w stylu: cały czas pilnowałem, na chwilę odszedłem, odwróciłem wzrok, zamyśliłem się – i właśnie wtedy…
Takie chwile nieuwagi mogą mieć niekiedy olbrzymie konsekwencje – często są przyczyną wielu wypadków i tragedii. Czy można się przed nimi ustrzec? Nie jest to takie proste. Ciągłe ścisłe przestrzeganie zasad i procedur może być czasem nużące i łatwo pozwolić sobie na chwilę luzu, odejścia od rutyny. I często nic się nie dzieje, pozwalamy sobie więc znowu na złamanie zasad, potem znowu – aż kiedyś może się okazać, że zrobiliśmy to o jeden raz za dużo…

Jezus w dzisiejszej przypowieści przypomina o konieczności ciągłego czuwania, trwania w gotowości. Nie wiem kto i kiedy mi to wytłumaczył, ale jako dziecko byłam pewna, że niezależnie od jakie jest nasze całe życie – liczy się tylko i wyłącznie to, czy w chwili śmierci nie jesteśmy obciążeni grzechem ciężkim. Nawet więc ktoś nieomal święty przez całe życie, gdy zdarzy mu się zgrzeszyć i nie zdąży dojść do spowiedzi – będzie potępiony. Potem z tego wyrosłam, nieco inaczej patrzę na kwestię zbawienia, ale tamto poczucie olbrzymiej traumy pozostało we mnie do dziś. Ten fragment Ewangelii jakoś przywołuje to wspomnienie, traktuje to jednak bardziej jako przestrogę przed chęcią notorycznego łamania przykazań. Coś w stylu: jestem młoda, to mogę “używać życia” , nawrócę się na starość. Może się okazać, że nie zdążymy, a bilans naszego życia może wypaść marnie. I to nawet biorąc pod uwagę, że Bóg jest miłosierny i nie statystyka się liczy. Oznacza to jednak także, że własnego życia nie można oceniać w prostych rubrykach arkusza obliczeniowego: w tym tygodniu zrobiłam 3 dobre uczynki, więc na jeden grzech mogę pozwolić, gdyż i tak będę na plusie. Mamy starać się być coraz lepszymi i dążyć stale do zbawienia, a wtedy gdy upadamy, musimy podnieść się i iść dalej.

 

Niebezpieczeństwo bogactw

Ewangelia na niedzielę 4 sierpnia 2019

Niebezpieczeństwo bogactw
13
Ktoś z tłumu odezwał się do Niego: “Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, aby podzielił się ze mną spadkiem”. 14Lecz On mu odpowiedział: “Człowieku, któż mnie ustanowił sędzią lub rozjemcą nad wami? “. 15Powiedział też do nich: “Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo życie nie polega na gromadzeniu bogactwa ani nie zależy od tego, co się posiada””.
16I opowiedział im przypowieść:
“Pewnemu bogatemu człowiekowi obficie obrodziła ziemia. 17Zastanawiał się: ‘Co mam zrobić, skoro nie mam już gdzie gromadzić plonów ?’. 18 W końcu postanowił: ‘Zrobię tak: zburzę moje spichlerze i zbuduję większe. Tam wszystko zgromadzę: zboże i moje dobra. 19I powiem sobie: Masz wielkie dobra, starcza ci na długie lata; odpoczywaj, jedz, pij i baw się !’. 20Tymczasem Bóg powiedział do niego: ‘Głupcze, tej nocy życie ci będzie odebrane. Komu więc przypadnie to, co przygotowałeś? ‘. 21Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem”.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 12, 13-21

Czy bogacenie się jest grzechem? Wydaje mi się, że nie, ale też chyba nie o to chodzi w tej przypowieści. Problemem, na który zwraca Jezus uwagę jest to, jakie priorytety i bogactwa są istotne dla nas w życiu. Cóż z tego, że uda mi się zgromadzić dobra materialne w życiu doczesnym jeżeli przed Bogiem stanę z pustymi rękoma? A konta bankowego i super wyposażonego mieszkania z sobą nie zabiorę. I nawet jeżeli na cmentarzu będę mieć wspaniały bogaty nagrobek – cóż mi z tego przyjdzie ?
Jest takie polskie przysłowie “indyk myślał o niedzieli, a w sobotę mu łeb ucięli” – czyż nie pasuje do tej przypowieści? I jednocześnie stanowi przestrogę dla nas wszystkich – nie wiedząc kiedy będzie nam odebrane życie – nie możemy odkładać “zbierania dobra” na później. Nie da się żyć w ten sposób, że najpierw się wyszumię, użyję życia, a potem, na starość czy w ciężkiej chorobie – nawrócę się. Tego “potem” może nie być. O tym jakie bogactwo zgromadzimy więc na chwilę naszego spotkania z Bogiem – warto więc zadbać już teraz. Tak samo jak dziś pracując – zbieramy sobie pieniądze na przyszłą emeryturę. I jak inwestujemy nasz czas, miłość i poświęcenie w nasze dzieci, które być może kiedyś, gdy to my będziemy potrzebować opieki – odwdzięczą się nam.
A w ogóle to w życiu wszystko do nas wraca. Lepiej więc dawać dobro niż zło – wróci do nas kiedyś. Warto też pamiętać, że w dzisiejszych czasach wielką wartością jest czas – każdy ma go za mało, ciągle się spieszymy, ciągle jesteśmy w biegu. Mimo wszystko trzeba czasem przystanąć i podzielić się nim z innymi – odwiedzając kogoś chorego, pomagając innym czy po prostu pobyć z kimś. Kiedyś też to do nas wróci.

 

Nauczanie o modlitwie

Ewangelia na niedzielę 28 lipca 2019

Nauczanie o modlitwie
1
Jezus modlił się w pewnym miejscu. Kiedy skończył, jeden z Jego uczniów poprosił Go: “Panie, naucz nas modlić się, jak Jan nauczył swoich uczniów”. 2 Wtedy powiedział im: “Gdy się modlicie, mówcie:

Ojcze, niech będzie uświęcone Twoje imię.
Niech przyjdzie Twoje królestwo.
3 Chleba naszego powszedniego dawaj nam każdego dnia.
4 I odpuść nam nasze grzechy, gdyż i my darujemy każdemu,
kto wobec nas zawinił.
I nie dopuszczaj do nas pokusy”.
5 Potem powiedział do nich: “Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy z prośbą: ‘Przyjacielu, pożycz mi trzy chleby, 6 bo właśnie mój przyjaciel, będąc w drodze, przybył do mnie, a ja nie mam mu co podać’. 7 A on ze środka odpowie: ‘Nie sprawiaj mi kłopotu. Drzwi są już zamknięte, a moje dzieci i ja jesteśmy już w łóżku. Nie mogę wstać, żeby ci podać’. 8 Mówię wam, jeśli nawet nie wstanie i nie da mu, dlatego, że jest jego przyjacielem, to wstanie z powodu jego natręctwa i da mu, ile potrzebuje.9 I ja Wam mówię: Proście, a otrzymacie; szukajcie, a znajdziecie; pukajcie, a otworzą wam. 10 Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a temu kto puka, będzie otwarte. 11 Czy jest wśród was taki ojciec, który, gdy syn poprosi o rybę, zamiast ryby poda mu węża? 12 Albo gdy poprosi go o jajko, czy poda mu skorpiona? 13 Jeśli więc wy, chociaż źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to tym bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 11 1-13

 

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam jak się modlić. Pierwsza część jest znana wszystkim z tak często odmawianej Modlitwy Pańskiej. Czy jedna na pewno zrozumiana i oczywista? Bóg odpuszczający nam grzechy – to naturalne, ale już z tym naszym darowaniem innym ludziom – nie jest to takie proste. A przecież jest to rozwinięcie przykazania miłości – czyli podstaw wiary chrześcijańskiej. Czy tak naprawdę można z czystym sumieniem pogodzić się z Bogiem, mając w sercu nienawiść do drugiego człowieka? I nie przekonuje mnie absolutnie tłumaczenie, że przebaczę, ale niech wpierw ten “nasz winowajca” wyzna swoją winę i prosi o przebaczenie. Powinniśmy przebaczać innym w kontekście naszych relacji z Bogiem, niezależnie od postawy innych ludzi. Oczywiście jest to bardzo trudne i to nie tylko w sytuacjach ekstremalnych, gdy np. jakiś morderca zabije nam kogoś bliskiego. W normalnym szarym życiu spotykamy się z jakby z prostszymi sytuacjami – ktoś nas obgadał, oszukał, okradł. Jak np. przebaczyć koleżance czy koledze z pracy, którzy swoimi intrygami doprowadzili, że nie dostaliśmy awansu? Albo zdradzającemu nas mężowi lub żonie? Nie jest to wcale ani łatwe ani przyjemne. Patrząc  także na ostatnie wydarzenia z Białegostoku – jak można jednocześnie modlić się i atakować obrzucając wyzwiskami? Czy to nie sprzeczność? Problem także w tym, że nienawidząc kogoś – zatruwamy swoje własne serce i duszę. I z każdym dniem będzie nam coraz trudniej i coraz bardziej będziemy oddalać się od Boga.

Druga część dzisiejszego czytania, brana bardzo dosłownie – uczy nas jakby namolności w modlitwie. Próbuję znaleźć w tym fragmencie jakąś praktyczną wskazówkę jak powinna wyglądać nasza modlitwa na co dzień. Jezus mówi wyraźnie – “Proście, a otrzymacie”. A przecież nasze doświadczenie podpowiada, że o coś się modliliśmy, a w cale tego nie dostaliśmy. Sprzeczność ? Czy za krótka modlitwa ?
Ja to odczuwam w ten sposób, że Bóg wie lepiej co jest dla nas dobre. I nie zawsze możemy oczekiwać dosłownego spełnienia naszych próśb, szczególnie gdy dotyczą one bardzo przyziemnych spraw materialnych. I pamiętajmy też o tym, że Boska interwencja to nie jest Anioł spływający z chmur i niosący nam potrzebna pomoc. Bóg najczęściej pomaga nam stawiając na naszej drodze ludzi, którzy nam pomagają lub podsuwają nam rozwiązania. To jest właśnie ta obietnica Ducha Świętego …

 

W domu Marty i Marii

Ewangelia na niedzielę 21 lipca 2019

W domu Marty i Marii
38
Po drodze przyszedł do jakiejś wioski. Tam przyjęła Go do domu pewna kobieta, imieniem Marta. 39Miała ona siostrę o imieniu Maria. Ta usiadła u stóp Pana i wsłuchiwała się w Jego słowo. 40Marta natomiast była pochłonięta licznymi posługami. Zatrzymała się więc i powiedziała: “Panie, nic Cię to nie obchodzi, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła” .41Pan jej odpowiedział: “Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, 42a jedno jest potrzebne. Maria wybrała dobrą część, która nie będzie jej odebrana”.

Ewangelia wg Św. Łukasza 10, 38-42

Dzisiejsza Ewangelia porusza tak ważny problem: co jest ważniejsze? Być czy mieć? Oczywiście, że instynktownie przyznajemy rację Marii, która słuchając słów Jezusa wznosi się ponad zwykłą codzienność, patrzy dalej i myśli o tym co naprawdę jest istotne. Przygotowany przez Martę posiłek przeminął i nic po nim nie pozostało, natomiast nauczanie Chrystusa pozostawiło niezatarty ślad w sercu Marii.
Mimo wszystko jednak nie jest to takie proste. Jezus był wśród ludzi jako człowiek – musiał jeść, pić spać, bywał zmęczony. Wchodząc do domu Marty – był z pewnością spragniony i głodny. Potrzebował krzątaniny Marty. A jednocześnie – cieszył się, że sam może dać strawę duchową Marii.
Jaki jest więc złoty środek ?

Dylemat nadal jest aktualny, również dziś. Czy na przykład dobra matka to taka, która godziny spędza na modlitwie za własne dzieci, czy taka, która troszczy się o tylko to , aby dzieci nie były głodne i brudne? Potrzebne jest zdecydowane wypośrodkowanie obu postaw, prawda? Dzieciom potrzebne jest zabezpieczenie potrzeb materialnych, ale równie ważne jest dbanie o rozwój duchowy i emocjonalny, a czasami – zwykłe wspólne spędzanie czasu. Często zdarza się słyszeć zdziwienie, ze ktoś zszedł na złą drogę, a przecież “niczego mu nie brakowało” . A może brakowało? I to właśnie tej cząstki “bycia”, którą symbolizuje Maria ?
Zasady te nie odnoszą się oczywiście tylko do relacji rodzinnych. W każdej chwili powinniśmy poszukiwać w nas harmonii pomiędzy Martą i Marią. Nie możemy zatracać się w trosce o codzienność, zapominając o tym, co jest najważniejsze. Z drugiej jednak strony – nie możemy mijać obojętnie potrzebujących nas ludzi, gdyż jesteśmy zatopieni w modlitwie. Cóż warta będzie taka modlitwa?
Myślę, że warto pamiętać o tym , że czasami jeden dobry uczynek może być wspanialszą modlitwą niż godziny spędzone w kościele. I w codziennym zabieganiu, zapracowaniu – warto czasem stanąć na chwilę i zastanowić się – po co to wszystko ? czy na pewno gdzieś nie zgubiłam tego co w życiu najistotniejsze ?

 

 

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie

Ewangelia na niedzielę 14 lipca 2019

Miłosierny Samarytanin
10Pewien znawca Prawa wystąpił i zapytał Go podchwytliwie: “Nauczycielu, co powinienem czynić, aby odziedziczyć życie wieczne?”. 26On mu odrzekł: “Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?”. 27On odpowiedział: “Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swym umysłem; a swego bliźniego jak samego siebie“. 27Powiedział mu: “Odpowiedziałeś poprawnie. Czyń tak, a będziesz żył !”. 29On zaś, chcąc siebie usprawiedliwić,, zapytał Jezusa: “A kto jest moim bliźnim ?”. 30Jezus, nawiązując do tego, powiedział: “Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i wpadł w ręce bandytów. Oni go obrabowali, pobili i zostawiając ledwie żywego, odeszli. 31Przypadkiem schodził ta drogą pewien kapłan. Gdy go zobaczył, ominął go z daleka. 32Podobnie i lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, ominął z daleka. 33Pewien zaś Samarytanin, będąc w drodze, przechodził obok niego. A gdy go ujrzał, ulitował się. 34Podszedł i opatrzył jego rany, zalewając je oliwą i winem. Potem wsadził go na swoje juczne zwierzę, zawiózł do gospody i opiekował się nim. 35Nazajutrz wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i powiedział: Opiekuj się nim, a jeśli wydasz więcej, oddam ci, gdy będę wracał. 36Jak sądzisz, który z tych trzech okazał się bliźnim napadniętego przez bandytów?” 37On odpowiedział: “Ten, który okazał mu miłosierdzie”. Jezus powiedział do niego: “Idź i czyń podobnie”.

Ewangelia wg Św. Łukasza 10, 25-37

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie jest jedną z najbardziej znanych. Nie oznacza to jednak, że jej przesłanie jest stosowane w życiu codziennym, również dzisiaj. Piękna historia o człowieku, który potrafił nie myśleć o różnicach religijnych czy etnicznych dzielących go od leżącego przy drodze Żyda, a zobaczył w nim po prostu potrzebującego pomocy człowieka.
Czy my tak potrafimy? Czy nie jest łatwiej po prostu odwrócić głowę, ominąć z daleka? Mamy na to nawet dobre współczesne określenie: znieczulica. Nie zauważamy lub nie chcemy widzieć kogoś, komu powinniśmy pomóc w potrzebie. Oczywiście zawsze znajdziemy dla siebie usprawiedliwienie: bardzo się spieszę, inni są bliżej, wpakuję się w kłopoty itp. Samarytanin z przypowieści też mógłby powiedzieć: to nie moja sprawa, Samarytanie i Żydzi to wrogowie, niech mu pomogą inni. Nie zrobił tego – widział bliźniego w potrzebie.
W dzisiejszych czasach ma to szczególne znaczenie. Codziennie do Europy przybywają kolejni uchodźcy. Obcy nam kulturowo, religijnie, mający inne zwyczaje i własne tradycje. Jak na nich patrzymy? Kim dla nich jesteśmy? Kapłanem, lewitą czy Samarytaninem?  I kim powinniśmy być? Jak wypełniamy słowa Jezusa z perykopy “Idź i czyń podobnie” ?

 

 

Misja siedemdziesięciu dwóch

Ewangelia na niedzielę 7 lipca 2019

Misja siedemdziesięciu dwóch

Misja siedemdziesięciu dwóch
Potem Pan wyznaczył innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam zamierzał się udać. Mówił do nich: “Żniwo jest wprawdzie wielkie, ale mało robotników. Proście więc Pana żniwa, aby wysłał robotników na swoje żniwo. Idźcie, posyłam was jak jagnięta między wilki. Nie noście sakiewki ani torby podróżnej, ani sandałów i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Kiedy wejdziecie do jakiegoś domu, najpierw mówcie: ‘Pokój temu domowi’ . Jeśli jest tam człowiek godny pokoju, spocznie na nim wasz pokój, a jeśli nie, wróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają. Bo kto pracuje, ma prawo do zapłaty. Nie przenoście się z domu do domu. A gdy wejdziecie do jakiegoś miasta i przyjmą was, jedzcie to co wam podadzą. Uzdrawiajcie tam chorych i mówcie im: ‘Nadchodzi już do was królestwo Boże’. Gdy wejdziecie do jakiegoś miasta i nie przyjmą was, wychodząc na jego ulice, powiedzcie: ‘Strząsamy wam nawet proch z waszego miasta, który nam przylgnął do nóg. Wiedzcie jednak, że nadchodzi już królestwo Boże’ . Mówię wam, że w owym dniu lżej będzie Sodomie niż temu miastu.
Powrót siedemdziesięciu dwóch
Siedemdziesięciu dwóch powróciło, mówiąc z radością: “Panie, na Twoje imię nawet demony nam się poddają”. Wtedy powiedział do nich: “Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica. Dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach , i po całej potędze nieprzyjaciela. Nic wam nie zaszkodzi. Lecz nie cieszcie się z tego, że duchy się wam poddają, ale cieszcie się raczej z tego, że wasze imiona są zapisane w niebie”.

Ewangelia wg Św. Łukasza 10, 1-12,17-20

Jezus posyłając siedemdziesięciu dwóch do głoszenia Dobrej Nowiny, dał im konkretne wytyczne jak mają postępować. Czy są one aktualne również dziś, we współczesnym świecie? Mnie najbardziej przekonuje ostatnie zdanie tej perykopy: “lecz nie cieszcie się z tego, że duchy się wam poddają, ale cieszcie się raczej z tego, że wasze imiona są zapisane w niebie”. Zawsze uważałam, że zdecydowanie lepiej jest czynić dobro niż walczyć ze złem i to zdanie pasuje mi do tej wizji. Co z tego, że pokonamy kogoś – w naszej ocenie – złego? Czy świat na pewno będzie lepszy? Mam wątpliwości. Znacznie skuteczniejsze moim zdaniem jest po prostu szerzenie dobra i skuteczne świadczenie o tym własnym życiem.

A co mocą otrzymaną przez uczniów Jezusa? Czy w realiach współczesnego świata możliwe są cudowne uzdrowienia? Wypędzanie demonów? Jakoś mało pasuje to do naszej rzeczywistości, wydaje się to zupełnie nierealne. Ja sama podchodzę bardzo sceptycznie i trudno mi zrozumieć tłumy zgromadzone na Stadionie Narodowym na rekolekcjach Ojca Johna Bashobora. Wprawdzie wiem, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, ale takie masowe uzdrowienia i oczekiwanie na cud traktuję z wielką rezerwą i nieufnością. Zbyt spektakularne i obliczone na efekt wizerunkowy. Choć z pewnością jeżeli ktoś bardzo silnie w to wierzy, może doznać uczucia uzdrowienia. W końcu sam Jezus też wielokrotnie powtarzał: twoja wiara cię uzdrowiła.
Chyba mam w sobie za mało wiary. Ostatnio mocno posypało mi się zdrowie i wprawdzie modlę się, ale jakoś mało żarliwie i bez przekonania. Nie czuję w sobie jakiejś wielkiej mocy i wiary w możliwość uzdrowienia. Co ciekawe – mam wrażenie, że Bóg wysłuchuje moich próśb, gdy modlę się za innych. W takich intencjach czuję, że mam jakąś moc i wiarę, że się uda. A samej siebie nie potrafię skutecznie “obmodlić”.

 

Niegościnni Samarytanie

Ewangelia na niedzielę 30 czerwca 2019

Niegościnni Samarytanie
Nadchodził czas, kiedy miał być zabrany z tego świata. Wtedy nieodwołalnie postanowił pójść do Jeruzalem. Wysłał przed sobą posłańców, a oni wybrali się w drogę i przyszli do pewnej samarytańskiej wioski, aby Mu przygotować miejsce. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ szedł do Jeruzalem. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: “Panie, jeśli chcesz, powiemy, aby ogień zstąpił z nieba i zniszczył ich”. Lecz On odwrócił się i skarcił ich. Poszli więc do innej wioski.
O naśladowaniu Jezusa
Gdy szli drogą, powiedział ktoś do Niego: “Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz”. Jezus mu odpowiedział: “Lisy mają nory, a ptaki – gniazda, tylko Syn Człowieczy nie ma gdzie położyć głowy. Do innego rzekł: “Pójdź za Mną” . Lecz ten odpowiedział: “Panie, pozwól mi najpierw odejść i pogrzebać mojego ojca”. Odrzekł mu: “Niech umarli grzebią swoich umarłych. Ty zaś idź i głoś królestwo Boże”. Jeszcze innemu powiedział: “Panie, pójdę za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z tymi, którzy są w moim domu”. Jezus mu odpowiedział: “Ten, kto przyłożył rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie jest przydatny w królestwie Bożym”.

 

Ewangelia wg Św. Łukasza 9, 51-62

Jezus stawia przed nami trudne zadanie. Przejmowanie się tym co tu i teraz, jest normalne i oczywiste, takie ludzkie. Czy można żyć samą modlitwą i głoszeniem Bożego słowa? Jak to pogodzić z naszą codziennością? Z troską o wszystkie te sprawy, które są przecież bardzo ważne, bez których nie da się żyć, przynajmniej tu i teraz. Trudno jest to wszystko porzucić. Przecież nie każdy czuje w sobie powołanie, aby pójść do zakonu. Czy można iść za Jezusem i jednocześnie żyć w rodzinie, chodzić codziennie do pracy czy szkoły, myśleć o letnim wyjeździe czy też o konieczności remontu mieszkania? Moim zdaniem – chyba da się to jednak pogodzić. Po prostu trzeba pamiętać, że Dekalog i Ewangelia to nie są starożytne pisma czytane w trakcie niedzielnej mszy świętej, ale konkretne wskazówki do wyborów, przed jakimi stajemy w każdej chwili naszej codzienności. Przede wszystkim liczy się chyba to, że każdy człowiek spotkany na naszej drodze do pracy, na spacerze z psem czy w trakcie robienia zakupów – to nasz bliźni. Ten drugi człowiek czasem może potrzebować naszej pomocy i w świetle dzisiejszej Ewangelii – konieczność zaorania pola, czy też inne ważne sprawy nie są żadną wymówką.
A w praktyce? Coraz częściej mam wrażenie, że duch niegościnnych Samarytan tkwi w nas głęboko. Tym bardziej, że podziały wśród nas są bardzo silne i głębokie. Inne poglądy polityczne, wiara czy orientacja seksualna i już mamy śmiertelnego wroga, którego trzeba zniszczyć. Dzisiejsza perykopa wyraźnie mówi, że nie tego oczekuje od nas Chrystus. Szkoda, że tak trudno to zastosować w własnym życiu, prawda?

 

Jeśli ktoś chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie…

Ewangelia na niedzielę 23 czerwca 2019

Wyznanie Piotra
Kiedy pewnego razu Jezus modlił się na osobności, a uczniowie byli razem z Nim, zapytał ich: “Co mówią tłumy? Kim według nich jestem?”. Oni odpowiedzieli: “Mówią, że jesteś Janem Chrzcicielem, inni – że Eliaszem, jeszcze inni – że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał”. Zapytał ich: “A według was, kim jestem?” Wtedy Piotr odpowiedział: “Chrystusem Bożym” Wówczas stanowczo im nakazał, aby nikomu tego nie mówili.
Pierwsza zapowiedź Męki i Zmartwychwstania Jezusa
Potem powiedział: “Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć, będzie odrzucony przez starszych, wyższych kapłanów i nauczycieli Pisma, zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.
Naśladowanie Jezusa
Do wszystkich zaś mówił: “Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się wyprze samego siebie, niech codziennie bierze swój krzyż i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce ocalić swoje życie, straci je; a kto straci swoje życie z mojego powodu, ten je ocali”.

Ewangelia wg Św. Łukasza 9, 18-24

Jest takie powiedzonko: gdy się rodziliśmy nikt nam nie obiecywał, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie, ale i tak cięgle się łudzimy, ze jednak może tak być…  Jak to się ma do krzyża, który mamy wziąć na ramiona? Przytłoczeni codziennymi problemami, mniejszym lub większym cierpieniem, mamy problem ze zrozumieniem – dlaczego nas to spotyka?
Nigdy nie byłam na Grabarce, ale samo przesłanie wynikające z takiej wizualizacji poświęcenia swego krzyża Bogu wydaje mi się piękne. I mimo wszystko nadaje jakiś głębszy sens temu, co czujemy w trudnych chwilach naszego życia. Z własnego doświadczenia wiem, ze im trudniejsze są to przeżycia, tym bardziej potrzebna jest nam świadomość, że nie jesteśmy sami, że jest z nami Bóg. I to nawet wtedy, gdy mamy poczucie opuszczenia, gdy Bóg w ogóle nie wysłuchuje naszych próśb i modlitw, a ogrom nieszczęść na nas spadających przekracza ludzką wytrzymałość. Właśnie w takich momentach Bóg jest nam najbardziej potrzebny.  Krzyż dźwigany w samotności jest dużo cięższy i trudniejszy do niesienia.
Pisząc te słowa – mam poczucie, że brzmi to banalnie i ogólnikowo. Słowa te jednak nabierają zupełnie innego wymiaru wtedy, gdy przeżyje się takie chwile “gdy po ludzku patrząc nie ma już żadnej nadziei… “. Wówczas takie ustawienie krzyża na Grabarce staje się po prostu symbolem drogi, którą idziemy za Jezusem.
A przecież po Golgocie przychodzi Zmartwychwstanie….

 

Uroczystość Najświętszej Trójcy

Ewangelia na niedzielę 16 czerwca 2019

Dzieło Ducha Wspomożyciela
12Miałbym wam jeszcze dużo do powiedzenia, lecz teraz nie jesteście w stanie tego udźwignąć. 13Po swoim przyjściu On – Duch Prawdy – poprowadzi was ku pełnej prawdzie. Nie będzie bowiem mówił od siebie, lecz powie to wszystko, co usłyszy. Będzie także nauczał o sprawach przyszłych. 14On Mnie uwielbi, gdyż będzie czerpał z tego co moje i będzie wam to głosił. 15Wszystko, co należy do Ojca, jest moje; dlatego powiedziałem: Będzie czerpał z tego co moje i będzie wam głosił.

Ewangelia wg Św. Jana 16, 12-15

Uroczystość Trójcy Świętej. Przedziwna, trudna do zrozumienia tajemnica. Choć tak naprawdę – to może powinniśmy na to spojrzeć w kontekście swoistej gombrowiczowskiej gęby? Ojciec, Syn i Duch Święty to przecież Jedność, tylko widziana przez nas z różnej perspektywy.
A przecież lubimy takie etykietki. Najdobitniej widać to w różnych “przydomkach” nadawanych Matce Boskiej: Częstochowska, Fatimska, Katyńska i wiele, wiele innych. Święci też mają swoje specjalności – ze zgubą prosimy o wstawiennictwo św.Antoniego, zakochani modlą się do św.Walentego, a w sprawach trudnych i po ludzku beznadziejnych – do św.Rity. W pewien sposób też przypisujemy podział ról w samej Trójcy: Bóg Ojciec to sprawiedliwy sędzia, Syn Boży – to miłosierny symbol miłości Boga do człowieka, a Duch Święty – jest symbolem Boskiej mądrości. Może to ułatwia nam zrozumienie? Warto jednak pamiętać, że Bóg jest jeden. Po prostu.