I niedziela Adwentu

Ewangelia na niedzielę 1 grudnia 2019

Nieznany dzień przyjścia Syna Człowieczego
37
Z przyjściem Syna Człowieczego będzie podobnie jak było za dni Noego. 38W tamtych czasach przed potopem jedli i pili oraz żenili się i wychodziły za mąż aż do dnia, w którym Noe wszedł do arki. 39I nie spostrzegli się, kiedy przyszedł potop i wszystko pochłonął. Tak również będzie, gdy przyjdzie Syn Człowieczy. 40Wówczas dwóch będzie na roli: jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony. 41Dwie będą na żarnach: jedna będzie zabrana, a druga pozostawiona.
42Dlatego czuwajcie, bo nie wiecie, którego dnia przyjdzie wasz Pan. 41Zważcie na to, że gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy przyjdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby mu włamać się do swojego domu. 44Dlatego też i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, kiedy się nie spodziewacie Syn Człowieczy przyjdzie.

Ewangelia wg Św. Mateusza, 24, 37 – 44

Czuwajmy więc, gdyż nie wiemy kiedy…
Słowa te często spotykamy w Piśmie Świętym. I czytając je – czujemy trochę ciarki na plecach, prawda? Dwóch na polu – zostanie jeden. Brzmi to bardzo złowieszczo i przerażająco. Może warto więc być przygotowanym i nie dać się zaskoczyć? Tym bardziej, że nawet w naszym pojedynczym wymiarze – też nie znamy końca. A może być tak, że jutro rano nie obudzimy się jak zwykle i gdyby nawet po południu nadszedł koniec świata – nas nie będzie to już dotyczyć ….
I co z tego? Czuwajmy, budujmy własną arkę i czekajmy na przyjście Pana, po prostu żyjąc.  Idźmy na pole, nawet jeżeli to my będziemy tym zabranym. Nie wiedząc ile czasu nam jest dane – nie marnujmy go. Z czystym sercem, życiem pełnym dobrych czynów – nasze spotkanie z Panem na pewno nie będzie Apokalipsą.

Właśnie rozpoczyna się Adwent czyli czas oczekiwania. W wymiarze bardzo praktycznym – przez najbliższy miesiąc będziemy czekać i przygotowywać się na  święta czyli choinkę, prezenty, rodzinne spotkania itp.itd.  Nie ma w tym nic dziwnego – tradycja zobowiązuje, a nasza doczesność wcale nie musi być pasmem umartwień i smutku, chrześcijaństwo powinno dawać nam radość. I nawet Adwent nie musi być ponury – to raczej czas wyciszenia i zastanowienia się nad czymś więcej niż tylko tu i teraz.

 

 

 

Ukrzyżowanie Jezusa

Ewangelia na niedzielę 24 listopada 2019

Ukrzyżowanie Jezusa
A lud stał i przyglądał się. Przełożeni zaś drwili sobie z Niego: “Innych wybawiał, niech uratuje samego siebie. jeśli On jest tym wybranym, Chrystusem Boga”. Także żołnierze szydzili z Niego. Podchodzili, podawali Mu ocet i mówili: “Jeśli jesteś królem Żydów, wybaw samego siebie”. Był też nad Nim napis “To jest król Żydów”.
Jeden z powieszonych na krzyżu złoczyńców bluźnił Mu mówiąc: “Czy Ty nie jesteś Chrystusem ? Wybaw siebie i nas !”. Drugi natomiast, upominając go, powiedział: “Ty nawet Boga sie nie boisz, chociaż ponosisz tę samą karę ? My przecież sprawiedliwie zostaliśmy ukarani. Zasłużyliśmy na to. Ale On nic złego nie zrobił”. I dodał: “Jezu, wspomnij o mnie, gdy wejdziesz do swego królestwa”. Odpowiedział mu: “Zapewniam Cię: dziś ze Mną będziesz w raju”.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 23, 35 – 43

Ostatnia niedziela roku kościelnego to uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Tak naprawdę – to jakoś mało czuję sens takiego święta. Czy Bóg potrzebuje ludzkich godności i tytułów? Mam wątpliwości.
Dwa tysiące lat temu ludzie obrażali i wyszydzali przybitego do krzyża Jezusa – w niczym nie wpłynęło to na Jego “boskość”. Tak samo jak nazwanie Go Królem Wszechświata – w niczym jej nie podnosi. Świętujemy oczywistość i pewnie nie ma w tym nic w tym złego. Takich określeń znajdujemy wiele chociażby w litaniach. Próbujemy opisać Boga atrybutami władzy bardzo ziemskimi i ludzkimi. Ustawić Absolut na najwyższym szczeblu znanej nam hierarchii wartości.
Jednocześnie jednak – łatwo popaść tu w przesadę. Czemu ma służyć pomysł intronizacji Chrystusa na Króla Polski? Zatwierdzenie tego przez parlament? Królestwo Chrystusa nie jest z tego świata. Jaki sens ma zrównywanie Go z Cezarem? Czy konający na krzyżu Chrystus nie dał “dobremu łotrowi” tego, czego największy nawet władca w historii ludzkości nie byłby w stanie dać? W ludzkich kategoriach był na dnie, najmniejszy z wszystkich ludzi.
A 3 dni później zmartwychwstał…

 

 

 

Zapowiedź dotycząca przyszłości

Ewangelia na niedzielę 17 listopada 2019

Zapowiedź dotycząca przyszłości
5
Kiedy niektórzy mówili o świątyni, ze jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami. On powiedział: 6“Nastaną dni, kiedy z tego wszystkiego, czemu się przyglądacie, nie pozostanie kamień na kamieniu. Wszystko legnie w gruzach”. 7Zapytali Go: “Nauczycielu, kiedy to się stanie i jaki będzie znak, że już nadchodzi?”. 8On zaś odpowiedział: “Uważajcie, abyście nie zostali wprowadzeni w błąd! Pojawi się bowiem wielu takich, którzy w moje imię będą mówić ‘Ja jestem’ oraz ‘Nadchodzi czas’. Nie idźcie za nimi. 9A kiedy usłyszycie o wojnach i rozruchach, nie trwóżcie się. To bowiem musi się najpierw wydarzyć, ale jeszcze nie zaraz będzie koniec.”. 10I mówił do nich: “Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. 11Będą też wielkie trzęsienia ziemi, a w różnych miejscach klęski głodu i zarazy. Pojawią się straszne zjawiska i znaki wielkie na niebie. 12Ale zanim to wszystko się stanie, wystąpią przeciwko wam i będą was prześladować, wydając synagogom i wtrącając do więzień. Ze względu na moje imię poprowadzą was przed królów i namiestników. 13Będzie to dla was okazja do dawania świadectwa. 14Weźcie to sobie do serca, by nie przygotowywać wcześniej obrony. 15Ja wam dam wymowę i mądrość, której nie będzie mógł się oprzeć ani przeciwstawić żaden wasz przeciwnik. 16Będą was wydawać nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele. 17A niektórych z was zabiją. Będziecie znienawidzeni przez wszystkich z powodu mojego imienia. 18Ale nie zginie nawet włos z waszej głowy. 19Dzięki swej wytrwałości zyskacie wasze życie”.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 21, 5 – 19

Przerażająca i ponura wizja. Proroctwo, którego ślady można zobaczyć wiele razy na kartach historii ostatnich 2000 lat. Współczesne czasy również nie są ani spokojne ani bezpieczne. Ja nie potrafię już wymienić krajów, w których właśnie toczy się wojna. Na myśl przychodzi mi Syria i Ukraina, ale takich miejsc na mapie jest chyba więcej, choć generalnie mało się o tym słyszy. Przyzwyczailiśmy się i zobojętnieliśmy? Czy też działa zasada “niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna”?
Czy teraz, na końcówce drugiej dekady XXI wieku możemy powiedzieć, że koniec świata jest bardzo bliski? Nie wiem i tak naprawdę – wcale nie chcę wiedzieć. Po co? Co to zmieni? Tym bardziej, że z naszego subiektywnego punktu widzenia nasza własna śmierć jest w pewien sposób końcem świata. Czy łatwiej byłoby umierać, gdyby wraz ze mną ginął cały świat? Nie sądzę. Oznacza więc to, że czekając na nasz własny koniec świata – o którym wiemy na pewno, że nastąpi (może dziś, może za miesiąc lub za kilkadziesiąt lat) – powinniśmy darowany nam czas wykorzystać jak najlepiej. Dla siebie i dla innych. Wierzyć i ufać Bogu, że gdy będziemy Mu wierni – “włos nam z głowy nie spadnie” – nawet jeśli stracimy nasze ziemskie życie. A śmierć przyjdzie i tak do każdego – również do innowierców czy niewierzących, dobrych i złych, biednych i bogatych. Warto jest mieć nadzieję, ze po przejściu na tamtą stronę – czeka nas coś dobrego ….

 

 

 

 

O zmartwychwstaniu

Ewangelia na niedzielę 10 listopada 2019

O zmartwychwstaniu
Wtedy przyszli niektórzy z saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zapytali Go:”Nauczycielu, Mojżesz tak nam napisał: Jeśli ktoś żonaty umrze bezdzietnie, to jego brat niech poślubi wdowę i da potomstwo swemu bratu. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy ożenił się i umarł bezdzietnie. Potem drugi i trzeci ożenił się z wdową. I podobnie następni, aż do siódmego. Lecz nie pozostawili po sobie potomstwa i pomarli. Po nich umarła i ta kobieta. Gdy nastąpi zmartwychwstanie, którego z nich będzie żoną? Siedmiu bowiem miało ją za żonę”. Jezus im odpowiedział: “Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy zostają uznani za godnych osiągnięcia wieczności i powstania z martwych, ani się nie żenią, ani za mąż nawet nie wychodzą. Gdy już nie mogą umrzeć, są bowiem równi aniołom i jako uczestnicy zmartwychwstania są synami Bożymi. O tym zaś, że umarli zmartwychwstają, zaznaczył także Mojżesz w opowiadaniu o krzewie. Nazywa tam Pana Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Przecież Bóg nie jest Bogiem umarłych, ale żywych. Wszyscy bowiem dla Niego żyją”.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 20, 27 – 38

Mój nieżyjący od kilku lat wujek opowiadał mi kiedyś o swoim doświadczeniu odczucia śmierci klinicznej. Był już wówczas bardzo schorowany – niewidomy, bez nóg. Będąc w stanie zapaści, unosił się w powietrzu, widział i miał obie nogi. Patrzył z góry na reanimujących go lekarzy. Wówczas go odratowano, przeżył jeszcze kilka kolejnych lat.
Każdy pewnie słyszał o takich lub podobnych przypadkach. Powstała nawet książka “Życie po życiu”, nakręcono wiele filmów relacjonujących wyznania ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Czy jest to jakieś swoiste uchylenie kotary do tego, co po tamtej stronie? Mam wrażenie, że podobnie jak saduceusze próbujemy wyobrazić sobie to, czego po ludzku nie potrafimy po prostu zrozumieć. Rzeczywistość po tamtej stronie wygląda pewnie zupełnie inaczej i nawet zmartwychwstanie ciał wcale nie musi oznaczać tego tak dosłownie, jak nam się wydaje.
Tak naprawdę jednak – czy ma to znaczenie?

 

 

 

 

Jezus i Zacheusz

Ewangelia na niedzielę 3 listopada 2019

Jezus i Zacheusz
1Potem przybył do Jerycha i przechodził przez miasto. 2A pewien bogaty człowiek, imieniem Zacheusz, który był przełożonym celników, 3chciał zobaczyć Jezusa, kto to jest. Nie mógł jednak z powodu tłumu, gdyż był małego wzrostu. 4Pobiegł więc naprzód i wszedł na sykomorę, żeby Go zobaczyć, gdyż miał tamtędy przechodzić. 5A gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i powiedział do niego: “Zacheuszu, zejdź! Pospiesz się, bo dziś muszę zatrzymać się w twoim domu”. 6Zszedł więc szybko i przyjął Go z radością. 7A wszyscy widząc to, szemrali.: “Poszedł w gościnę do grzesznika”. 8Zacheusz zaś stanął i powiedział do Pana: “Panie, połowę mojego majątku daję ubogim, a jeśli na kimś coś wymusiłem, oddaję poczwórnie”. 9Wtedy Jezus powiedział do niego: “Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i ten człowiek jest synem Abrahama. 10Syn Człowieczy przyszedł przecież szukać i zbawić to co zginęło”.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 19, 1 – 10

Czasem trudno jest zrozumieć i pogodzić się z tym, że my się staramy, wypełniamy Boże przykazania, żyjemy przykładnie, a Bóg obdarza łaską kogoś, kto naszym zdaniem wcale na to nie zasługuje. Zacheusz był celnikiem czyli przedstawicielem okupacyjnej, krzywdzącej ludzi władzy rzymskiej. Symbol porównywalny z współpracującymi z Niemcami kolaborantami w czasie II wojny światowej. Jezus właśnie takiego człowieka zauważa i udaje się do niego w gościnę. Nic więc dziwnego, że otaczający Jezusa Żydzi szemrali – celnikami się pogardzało, a nie bratało z nimi.
Nie jest łatwo iść pod prąd i wyciągnąć rękę do kogoś powszechnie uznanego za złego, straconego dla społeczeństwa, odtrąconego. Jezus nie zawiódł się na Zacheuszu – nawrócił się. W naszej codzienności pewnie nie jest to tak oczywiste i proste. Często niestety się zdarza, że nasza wyciągnięta ręka zawisa w próżni lub zostajemy po prostu oszukani. Czy więc powinniśmy się poddać i zrezygnować? Czasem ciężko po raz kolejny uwierzyć, ale przecież my sami też z tego korzystamy. Idziemy do spowiedzi, upadamy i znowu prosimy Boga o przebaczenie. Ile razy już to robiliśmy? Warto wierzyć jednak, że mimo tego – powolutku stajemy się coraz lepsi. Bóg każdemu daje szansę i nie nam decydować o tym, dlaczego ktoś na nią nie zasługuje.

 

 

 

 

Przypowieść o faryzeuszu i celniku

Ewangelia na niedzielę 27  października 2019

Przypowieść o faryzeuszu i celniku
9Tym natomiast, którzy byli przekonani o swej sprawiedliwości, a innymi gardzili, powiedział taką przypowieść: 10“Dwóch ludzi weszło do świątyni, aby się modlić: jeden był faryzeuszem, a drugi celnikiem. 11Faryzeusz skupiony na sobie tak się modlił: ‘Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak ten celnik. 12Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam’ . 13Celnik natomiast stał z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, ale bił się w piersi, mówiąc: ‘Boże, bądź miłosierny dla mnie, grzesznego’. 14Mówię wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Bo każdy kto się wywyższa, będzie poniżony; a kto się uniża, będzie wywyższony”.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 18, 9 – 14

Dzisiejszą perykopę z pewnością powinni przemyśleć wszyscy. Im bardziej ktoś uważa, że jego to nie dotyczy – tym bardziej przypomina faryzeusza, który przecież też uważał się za człowieka bardzo bogobojnego. Ja też mam z tym problem. Doskonale potrafię wskazać kto np. z osób publicznych mimo głośnych deklaracji – wcale nie jest dobrym katolikiem, kto w ogóle nie rozumie przesłania chrześcijaństwa itp.itd. Każdą z takich opinii doskonale potrafię także uzasadnić i podać przykłady. Od razu czuję się lepiej – w myśl zasady “dzięki Ci, Boże, że nie jestem oszołomem”. Pewnie, wcale nie ma czym się chwalić, ale czy warto udawać, że jest się lepszym niż w rzeczywistości?
Jak się tego pozbyć? Ja staram się, ale efekty mam niestety mizerne. Podobno w znajomości naszych błędów tkwi nasza siłą, więc wszystko przede mną ….

 

 

 

 

Przypowieść o sędzi i wdowie

Ewangelia na niedzielę 20 października 2019

Przypowieść o sędzi i wdowie
1Powiedział im też przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie zniechęcać się: 2“W pewnym mieście był sędzia, który nie bał się Boga i nie szanował ludzi. 3W tym mieście mieszkała tez wdowa, która stale przychodziła do niego z prośbą: ‘Obroń mnie przed moim przeciwnikiem’ . 4Przez pewien czas nie chciał, ale potem pomyślał sobie: ‘Chociaż Boga się nie boję ani nie szanuję ludzi, 5to uczynię zadość sprawiedliwości, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa. Niech w końcu przestanie przychodzić i mnie zadręczać’.”
6Pan powiedział: “Posłuchajcie, co mówi ten niesprawiedliwy sędzia! 7Bóg natomiast, czy nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy wołają do Niego dniem i nocą? Czyż będzie zwlekał w ich sprawie? 8Mówię wam, że szybko czyni zadość sprawiedliwości. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 18, 1 – 8

Wdowa z przypowieści nieomal zadręczała sędziego swoimi prośbami i w końcu została wysłuchana. Czy to ma być wskazówka dla nas? Im bardziej będziemy marudni w modlitwie, tym większe szanse na to, że Bóg nas wysłucha? Wydaje mi się, że Jezus wyprowadza nas z błędu, akcentując właśnie różnicę. Jeżeli nawet ten sędzia dla świętego spokoju spełnił prośby, czy tym bardziej kochający Bóg nas nie wysłucha? Może największe znaczenie ma tu wytrwałość w naszej modlitwie? I to może niekoniecznie w nieustannym odmawianiu pacierza, ale bardziej w zawierzeniu Bogu.
Pamiętajmy jednak, że to nie złota rybka, nie da się pomyśleć, czego potrzebujemy i w wyniku krótszej lub dłuższej modlitwy, czekać na spełnienie naszego życzenia…
Kiedyś przeczytałam takie stwierdzenie, że Bóg przychodzi z pomocą zawsze o 5 minut za późno. I zawsze zdąża….
Coś w tym jest, prawda?

 

 

 

 

Uzdrowienie dziesięciu trędowatych

Ewangelia na niedzielę 13 października 2019

Uzdrowienie dziesięciu trędowatych
W drodze do Jeruzalem przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodził do pewnej wsi, spotkało Go dziesięciu trędowatych mężczyzn. Stanęli w oddali i wołali: “Jezusie, Mistrzu! Zmiłuj się nad nami!”. A gdy ich zobaczył, powiedział: “Idźcie, pokażcie się kapłanom!”. Gdy oni szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich, widząc, że został uzdrowiony, wrócił, głośno chwaląc Boga. Upadł na twarz do Jego stóp i dziękował Mu. Był to Samarytanin. Jezus zapytał: “Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? I nie znalazł się nikt, kto by wrócił oddać chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?”. A jemu powiedział: “Wstań, idź! Twoja wiara cię uzdrowiła”.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 17, 11 – 19

Czy ta perykopa nie wydaje się nam bliska, znana z własnego życia? Pewnie każdemu trudno się do tego przyznać, ale czy najgorliwiej nie potrafimy się modlić wtedy, gdy prosimy Boga o coś? Wtedy, gdy to dostajemy – jakoś łatwo zapomina się o tym, aby podziękować. Owszem, msze dziękczynne w różnych intencjach są często spotykane, ale mam wrażenie, że jest to jakieś takie oficjalne. Do mnie bardziej przemawia prosta, zwykła modlitwa – dzięki Boże, że mnie wysłuchałeś, pomogłeś mi.
Czytając ten fragment Ewangelii uderza mnie też to, że jedynym, który po uzdrowieniu wrócił z podziękowaniem był Samarytanin czyli cudzoziemiec. Czyżby pozostali uważali, że będąc rodakami Jezusa – po prostu należał im się cud? I czy my sami, będąc chrześcijanami też nie mamy takich tendencji? Wierzymy w Boga – Jedynego, Prawdziwego, więc wiele nam się z tego powodu należy. Nawet, gdy nasza wiara ogranicza się do banalnie powszechnej zasady “jak trwoga to do Boga….”.

 

 

 

 

Wzmacnianie wiary

Ewangelia na niedzielę 6 października 2019

Odpowiedzialność za siebie i innych
5
Apostołowie prosili Pana: “Wzmocnij nasza wiarę!”. 6A Pan powiedział: “Gdybyście mieli wiarę jak ziarno gorczycy i powiedzielibyście temu krzewowi morwy: ‘Wyrwij się i przenieś do morza’, to by was posłuchał.

Konieczność pokory
7
Któż z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie do niego, gdy ten przyjdzie z pola” ‘Chodź zaraz i zasiądź do stołu’? 8Czy nie powie mu raczej: ‘Przygotuj mi posiłek, przepasz się i usługuj mi, aż się najem i napiję. Ty będziesz jadł i pił potem’? 9Czy dziękuje słudze za to, że wykonał polecenie? 10Tak i wy, kiedy wykonacie wszystko, co wam polecono, mówcie: ‘Jesteśmy nieużytecznymi sługami. Wykonaliśmy to, co było naszą powinnością’. “

 Ewangelia wg Św. Łukasza, 17, 5 – 10

Też chciałabym wzmocnienia mojej wiary…. Niekoniecznie w sensie jakiegoś materialnego dowodu na istnienie Boga czy cudu – tego nie potrzebuję. Aczkolwiek mam czasami poczucie samotności i braku odpowiedzi na modlitwę.
Zawsze bałam się tego, ze moja wiara stanie się tylko nawykiem, przyzwyczajeniem, a moja modlitwa – bezmyślnym odklepywaniem pacierzy. Chcąc tego uniknąć – czytam Ewangelię, dużo rozmyślam, pisze tego bloga i czytam inne.

I ciągle zastanawiam się jak silna jest moja wiara. I jak ja zmierzyć ?
Kiedyś na moim starym blogu zamieściłam historyjkę, która chyba dobrze ilustruje te myśli:

Pewnego razu podczas spaceru uważający się za ateistę człowiek potknął się i spadł ze skały .
Chwyciwszy się w ostatniej chwili rosnącego na zboczu drzewka, zwisał nad głęboką przepaścią i wzywał ratunku. Bez rezultatu. W ostatecznej desperacji zaczął wzywać Boga: “Panie Boże, wiem , że w Ciebie nie wierzyłem, ale jeśli mnie uratujesz – to się zmieni. Zacznę chodzić do kościoła i wszystkim ludziom będę głosić Twoją chwałę” . Wtem z nieba odezwał się głos: “Wszyscy tak mówią jak potrzebują pomocy”. Poruszony człowiek zaczął krzyczeć jeszcze głośniej “Ależ Panie, przecież usłyszałem Twój głos. Już w Ciebie wierzę . Wierzę, że tylko Ty możesz mnie uratować “.
W odpowiedzi usłyszał:”Skoro naprawdę wierzysz we mnie i moją moc – puść gałąź … ”

Może więc najlepszą refleksją nad dzisiejszymi czytaniami byłaby próba odpowiedzi na to, czy jesteśmy gotowi na to, aby puścić gałąź?

 

 

 

 

Przypowieść o bogaczu i Łazarzu

Ewangelia na niedzielę 29 września 2019

Bogacz i Łazarz
19
Był pewien bogaty człowiek. Ubierał się w purpurę i bisior i każdego dnia wystawnie ucztował. 20Przed bramą jego domu leżał pokryty wrzodami pewien żebrak imieniem Łazarz, 21który pragnął nasycić się resztkami ze stołu bogacza. Lecz tylko psy przychodziły i lizały mu wrzody. 22Gdy żebrak umarł, został zaniesiony przez aniołów na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pochowany. 23Cierpiąc męki w piekle, podniósł oczy i ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. 24Zawołał: “Ojcze Abrahamie, zmiłuj się nade mną! Poślij Łazarza, aby umoczył w wodzie koniec swego palca i zwilżył mój język, gdyż bardzo cierpię w tym płomieniu”. 25Lecz Abraham odparł: “Dziecko, przypomnij sobie, że ty za życia otrzymałeś swe dobra, podczas gdy Łazarz doświadczył zła. Teraz on tu doznaje pociechy, a ty cierpisz męki. 26Poza tym pomiędzy nami i wami istnieje ogromna przepaść, aby ci którzy chcieli przejść stąd do was, albo stamtąd do nas, nie mogli tego dokonać”. 27Tamten powiedział: “Ojcze, proszę cię, poślij go więc do mojego rodzinnego domu. 28Mam bowiem pięciu braci. Niech ich przestrzeże, aby i oni nie dostali się do tego miejsca męki”. 29Lecz Abraham odparł: “Mają Mojżesza i Proroków! Niech im będą posłuszni” . 30Lecz on odpowiedział: “Nie, ojcze Abrahamie! Ale gdyby ktoś z umarłych udał się do nich, nawrócą się”. 31Wtedy powiedział mu: “Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to nawet gdyby ktoś powstał z martwych, także nie dadzą się przekonać”.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 16, 19 – 31

Zły bogacz i dobry biedak – idealne odzwierciedlenie schematu. Tak naprawdę – może nawet źródło takiego stereotypu? Na pewno nie bez powodu – bogactwo rozleniwia i przywiązuje do tego co ważne tu, ale co w ogóle nie ma najmniejszego znaczenia w aspekcie wieczności. Po tamtej stronie okazuje się, że ani bisior ani purpura, platynowa karta kredytowa czy pokaźne konto w banku nie mają przełożenia na choćby kroplę wody.  Choć jednocześnie jednak chyba wcale nie oznacza to, że im więcej mamy teraz – tym bardziej będziemy cierpieć później lub że bieda na ziemi automatycznie zapewnia zbawienie.
Zastanawiam się także, czy my sami słuchamy ostrzeżeń przed tym, co nas może czekać po śmierci? Mamy Ewangelię, wiemy jak powinniśmy żyć, a mimo wszystko często o tym zapominamy. Czy gdyby “ktoś z umarłych przyszedł do nas” – łatwiej byśmy uwierzyli? Chyba nie jest to takie pewne. Jak w tym kontekście odebrać relacje ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną i doświadczyli zjawiska określanego jako “życie po życiu”? Swoją drogą, to ciekawe, że wszyscy dzielący się takimi doświadczeniami mają piękne doznania. Może z piekła nie ma powrotu mimo coraz skuteczniejszych metod reanimacji? A może nikt nie chce się chwalić?