Wskrzeszenie Łazarza

Ewangelia na niedzielę 29 marca 2020

Śmierć Łazarza
1
Pewien człowiek z Betanii, miejscowości Marii i jej siostry Marty, był chory. Miał on na imię Łazarz. 2Maria zaś była tą kobietą, która namaściła Pana wonnym olejkiem i swymi włosami wytarła Jego stopy. Właśnie jej brat chorował. 3Siostry przekazały więc Jezusowi wiadomość: “Panie, ten, którego kochasz, jest chory”. 4Gdy Jezus to usłyszał, rzekł: “Ta choroba nie zmierza ku śmierci, lecz ku chwale Bożej. Dzięki niej Syn Boży dozna chwały”. 5A Jezus miłował Martę, jej siostrę oraz Łazarza. 6Gdy jednak usłyszał, że choruje, pozostał w tamtym miejscu jeszcze dwa dni. 7Dopiero po ich upływie zwrócił się do uczniów: “Wróćmy znowu do Judei”. 8Uczniowie Mu odpowiedzieli: ‘Rabbi, Żydzi dopiero co usiłowali Cię ukamieniować, a Ty chcesz tam ponownie wrócić?”. 9Jezus im odparł: “Czy dzień nie ma dwunastu godzin? Kto chodzi za dnia, nie potyka się, gdyż widzi światło tego świata. 10Kto natomiast chodzi nocą, potyka się, ponieważ nie ma w nim światła”. 11A gdy to powiedział, dodał: “Nasz przyjaciel Łazarz zasnął, lecz pójdę, aby go wyrwać ze snu”. 12Uczniowie odrzekli: “Panie, jeśli usnął, to będzie zdrowy”. 13Jezus jednak powiedział tak o jego śmierci, uczniowie natomiast uważali, że mówił o zapadnięciu w sen. 14Oświadczył im więc otwarcie: ‘Łazarz umarł. 15Ale raduję się ze względu na was, abyście uwierzyli. Z tego właśnie powodu nie było Mnie tam, lecz teraz chodźmy do niego”. 16Tomasz, zwany Didymos, zawołał wtedy do współuczniów: “Chodźmy i my, aby razem z Nim umrzeć!”.
Jezus zmartwychwstaniem i życiem
17
Gdy Jezus tam dotarł, zastał go już od czterech dni leżącego w grobie. 18Betania zaś leżała w pobliżu Jerozolimy, w odległości około piętnastu stadiów. 19Wielu Żydów przybyło więc do Marty i Marii, aby je pocieszyć po śmierci brata. 20Kiedy Marta usłyszała, że Jezus nadchodzi, wybiegła Mu naprzeciw, Maria natomiast pozostała w domu. 21Marta zwróciła się do Jezusa: “Panie, gdybyś był tutaj, mój brat by nie umarł. 22Lecz nawet teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o co tylko Go poprosisz”. 23Jezus jej rzekł: “Twój brat powstanie z martwych”. 24Marta odpowiedziała: ‘Wiem, że zmartwychwstanie podczas zmartwychwstania w dniu ostatecznym”. 25Jezus oświadczył jej: “Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto wierzy we Mnie, nawet jeśliby umarł, będzie żył. 26Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to?”. 27Marta odrzekła: “Tak, Panie! Wierzę, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Bożym, który przyszedł na świat”. 28A gdy to powiedziała, odeszła i zawołała swoją siostrę Marię, mówiąc jej po kryjomu: “Nauczyciel jest tutaj i prosi cię”. 29Ona zaś, gdy to usłyszała, szybko wstała i pobiegła do Niego. 30A Jezus nie wszedł jeszcze do miejscowości, lecz pozostał tam, gdzie spotkała Go Marta. 31Również Żydzi, którzy przebywali w jej domu i pocieszali ją, poszli jej śladem, widząc, że zerwała się i wybiegła. Sądzili bowiem, ze udała się do grobu, aby tam płakać. 32Tymczasem Maria dotarła od miejsca, gdzie zatrzymał się Jezus. Kiedy Go zobaczyła, upadła Mu do nóg i rzekła: “Panie, gdybyś był tutaj, mój brat by nie umarł”. 33Gdy więc Jezus zobaczył, że ona płacze, a także płaczą Żydzi, którzy idą z nią, rozgniewał się i wzburzył, 34Następnie zapytał: “Gdzie złożyliście go do grobu?”. Odparli: ‘Panie, chodź zobaczyć”. 35Jezus zapłakał. 36Wtedy Żydzi powiedzieli: “Zobaczcie, jak go kochał”. 37Niektórzy zaś mówili: “Czy Ten, który przywrócił wzrok niewidomemu, nie mógł sprawić, aby on nie umarł?”.
Wskrzeszenie Łazarza
38
Jezus, ponownie wzburzony, podszedł do grobu, 39A była to grota zastawiona kamieniem. 39Polecił więc: ‘Odsuńcie kamień!”. Wtedy odezwała się Marta, siostra zmarłego: “Panie, już cuchnie. Nie żyje bowiem od czterech dni”. 40Jezus powiedział jej: “Czy nie zapewniłem cię, że zobaczysz chwałę Boża, jeśli tylko uwierzysz?”. 41I odsunięto kamień. Wówczas Jezus wzniósł oczy w górę i zaczął się modlić: “Dziękuję Ci, Ojcze, że Mnie wysłuchałeś. 42Ja wiedziałem, że zawsze wysłuchujesz. Powiedziałem to jednak ze względu na otaczających Mnie ludzi, aby uwierzyli, że Ty mnie posłałeś?”. 43Po tych słowach zawołał z mocą: “Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!”. 44Wtedy zmarły wyszedł, mając nogi i ręce owinięte opaskami, twarz zaś przysłonięta chustą. Jezu polecił im: “Uwolnijcie go z tego i pozwólcie mu chodzić!”.
Wielu spośród Żydów, którzy przybyli do Marii i zobaczyli, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
Decyzja Wysokiej Rady o zgładzeniu Jezusa
45
Wielu spośród Żydów, którzy przybyli do Marii i zobaczyli, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

Ewangelia wg Św. Jana 11,1-45

Nic nie dzieje się bez powodu. Łazarz musiał umrzeć, aby Jezus mógł go wskrzesić. Takie wydarzenie musiało odbić się szerokim echem, było to coś zdecydowanie większego niż “zwykłe” uzdrowienia.
Siostry Łazarza, Maria i Marta z pewnością czuły się zawiedzione. Wierzyły w Jezusa, były pewne, że mógł pomóc Łazarzowi. Płacząc nad zmarłym bratem pewnie w jakiejś mierze płakały też nad własnymi zawiedzionymi nadziejami.
Czy po utracie kogoś bliskiego można stracić wiarę? Słyszy się często o takich przypadkach. Dotykające nas nieszczęście zawsze wywołuje pytanie: dlaczego? Szczególnie, gdy przychodzi nagle i niespodziewanie. W skrajnej rozpaczy może wywołać to bunt przeciwko Bogu – w końcu to Bóg zsyła na nas nieszczęście, jak wierzyć w to, że jest miłosierny i nas kocha?
A przecież śmierć jest wpisana w każde życie. Dla człowieka wierzącego doczesność jest tylko pewnym etapem, a nie końcem ostatecznym. Ktoś, kto odszedł już nie cierpi, jest wolny od wszelkich problemów. Płacząc nad grobem – płaczemy nad samymi sobą i pustką w naszym życiu. To najgorszy moment na odwrócenie się od Boga. Samemu będzie nam znacznie trudniej pogodzić się ze stratą, modlitwa jest jednak wielkim ukojeniem. A tak zupełnie po ludzku – gdy myślimy o tym, kto odszedł – lżej jest spojrzeć w górę i pomyśleć o tym, że może teraz jest blisko Boga i wyprasza nam potrzebne łaski?

A ponieważ mamy epidemię koronawirusa i nie możemy uczestniczyć w niedzielnej mszy św. w kościołach, skorzystajmy z szerokiej oferty w mediach:
Msze św.w mediach na dzień 29 marca 2020r.

 


Rozmowa z Samarytanką

Ewangelia na niedzielę 15 marca 2020

Rozmowa z Samarytanką
5
I przybył do miejscowości samarytańskiej, zwanej Sychar, położonej niedaleko posiadłości, którą przekazał Jakub swemu synowi Józefowi. 6Tam znajdowała się studnia Jakuba. Jezus, zmęczony przebytą drogą, usiadł obok studni, a było to około godziny szóstej.
7Nadeszła wtedy kobieta – Samarytanka, aby zaczerpnąć wody. Jezus poprosił ją: “Daj mi się napić”. 8Jego uczniowie natomiast poszli do miejscowości, aby kupić coś do jedzenia. 9Kobieta odparła jednak; “Jakże Ty, Żyd, możesz prosić mnie, kobietę samarytańską, o wodę?”. Żydzi bowiem nie utrzymują kontaktów z Samarytanami 10Na jej słowa Jezus odpowiedział: “Gdybyś znała dar Boży, a także wiedziała, kim jest Ten, kto ci rzekł: ‘Daj mi się napić’ , to byś Go poprosiła, a On dałby ci wody żywej”. 11Kobieta zawołała wtedy: “Panie, przecież Ty nie masz nawet czerpaka, a studnia jest głęboka. Skąd więc weźmiesz wodę żywą? 12Czyżbyś był większy od naszego ojca Jakuba, który dał nam tę studnię? Zresztą on sam z niej korzystał, jego synowie i trzody”. 13Wówczas Jezus oznajmił jej: “Każdy, kto pije tą wodę, nadal będzie odczuwał pragnienie. 14Kto natomiast napije się wody, która ja mu dam, już nigdy więcej nie będzie odczuwał pragnienia, gdyż woda, którą mu dam, stanie się w nim obfitym źródłem na życie wieczne”. 15Kobieta poprosiła więc: “Panie, daj mi takiej wody, abym już więcej nie odczuwała pragnienia i nie musiała przychodzić tutaj i czerpać”. 16Jezus więc polecił jej: “Idź, zawołaj swojego męża i przyjdźcie tutaj”. 17Ona zaś odparła: “Nie mam męża”. Na co Jezus rzekł: “Słusznie powiedziałaś: ‘Nie mam męża’. 18Miałaś ich bowiem pięciu, a i ten, którego masz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś prawdziwie”. 19Wtedy kobieta zawołała: ‘Panie, widzę, że Ty jesteś prorokiem!. 20Nasi przodkowie oddawali cześć Bogu na tej górze, wy zaś twierdzicie, że jedyne miejsce, gdzie należy Go czcić, znajduje się w Jerozolimie”. 21Jezus jej odrzekł: “Wierz mi, kobieto. Oto nadchodzi czas, że ani na tej górze, ani też w Jerozolimie nie będzie się już wielbiło Ojca. 22Wy czcicie to, czego nie znacie; my zaś oddajemy cześć Temu, kogo znamy. Zbawienie bowiem pochodzi od Żydów. 23Nadchodzi jednak godzina, a właściwie już jest, kiedy prawdziwi czciciele będą wielbili Ojca w Duchu i w prawdzie. Zresztą takich czcicieli pragnie sam Ojciec. 24Bóg jest duchem, stąd też ci, którzy Go wielbią, winni to czynić w Duchu i w prawdzie”. 25Wtedy kobieta odparła: “Wiem, że ma nadejść Mesjasz, czyli Chrystus. I gdy tylko On przybędzie, wszystko nam wyjaśni”. 26Jezus oznajmił jej wówczas: “To Ja nim jestem, Ja, który mówię do Ciebie”.
27W tym czasie wrócili uczniowie i zdziwili się, że rozmawiał z kobietą. Nikt z nich jednak nie zapytał: “Czego od niej chcesz” lub “O czym z nią rozmawiasz?”. 28Kobieta zaś zostawiła naczynie do czerpania, wróciła do swojej miejscowości i zaczęła namawiać mieszkańców: 29“Chodźcie zobaczyć kogoś, kto wyjawił mi wszystko, co uczyniłam. Czyż nie jest On Chrystusem?”. 30Ci więc wyszli z miasta i przybyli do Jezusa. 31Uczniowie tymczasem zachęcali go: ‘Rabbi, jedz!”. 32Wtedy Jezus oświadczył im: “Ja mam pokarm do spożycia, którego wy nie znacie”. 33Pytali się więc nawzajem: “czyżby ktoś przyniósł Mu coś do jedzenia?”. 34Jezus odpowiedział im: “Moim pokarmem jest wypełnienie woli tego, który mnie posłał, oraz wykonanie wyznaczonego mi dzieła. 35Czyż nie twierdzicie: ‘Jeszcze cztery miesiące i nadejdzie czas żniw?”. Ja natomiast wam mówię: Podnieście tylko wzroki popatrzcie na pola – już dojrzały do żniwa. 36Żniwiarz otrzymuje zapłatę i gromadzi owoce swojej pracy na życie wieczne. W ten sposób siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. 37Tak oto okazuje się prawdziwe powiedzenie: ‘Jeden sieje, a drugi zbiera’. 38Ja posłałem was, abyście zbierali plony, chociaż nie trudziliście się nad nimi wcześniej. Inni pracowali w znoju, a wy skorzystaliście z ich wysiłku”.
39Wielu Samarytan z tej miejscowości uwierzyło w Niego na podstawie świadectwa danego przez owa kobietę: “Wyjawił mi wszystko, co uczyniłam”. 40Przyszli więc do Niego z prośbą, aby pozostał u nich. I przebywał tam dwa dni. 41Wtedy jeszcze więcej uwierzyło dzięki głoszonej przez Niego nauce. 42Do tej kobiety zaś mówiono: “Teraz wierzymy już nie na podstawie tego, co nam powiedziałaś, lecz dlatego, ze sami Go usłyszeliśmy” Wiemy, ze On naprawdę jest Zbawicielem świata”.

Ewangelia wg Św. Jana, 4,5-42

Podzieleni historycznie Żydzi i Samarytanie, wierząc w tego samego Boga, zupełnie inaczej rozumieli jak i gdzie należy oddawać Mu cześć. Podział był tak silny, że zdziwienie Samarytanki wywołała nawet prośba Jezusa o wodę. Żyd chce wody od Samarytanki? A jednak Jezus jakby przekreślił te podziały, mówiąc o czczeniu Boga w Duchu i prawdzie. Słuchając Go wielu Samarytan, tak samo jak Żydów, uwierzyło w Niego.
Patrząc na podziały w naszym polskim Kościele też mam wrażenie, że wynikają one ze spraw zupełnie nieistotnych. To normalne, że każdy może po swojemu wyrażać swoje relacje z Bogiem. Jeżeli nie traci się przy tym Ducha i prawdy – sama forma może być po prostu wyrazem indywidualnego wyrażania własnej relacji z Bogiem. Jedni noszą obrazek Matki Boskiej w widocznym miejscu, inni wieszają krzyże w każdym miejscu publicznym, jeszcze inni – organizują manifestacje i marsze w obronie swoich przekonań. Takie postawy wydają mi się zupełnie obce, zupełnie inaczej odbieram Ewangelię i wiarę w Boga. Z pewnością jednak nie daje mi to prawa do potępiania czy poczucia, że tylko ja jestem prawdziwą katoliczką. Inny wcale nie oznacza gorszego, każdy ma prawo wyrażać swoją wiarę tak jak ją odczuwa. Nie da się reglamentować Bożej Łaski czy decydować o tym kto i pod jakimi warunkami może być zbawiony. Nawet jeżeli z naszego ludzkiego punktu widzenia wydaje się to niesprawiedliwe.
Dzisiejsza Ewangelia wprawdzie o tym nie mówi, ale łatwo się domyślić, że Samarytanie idący za Jezusem wzbudzali oburzenie wielu pobożnych Żydów.

 

 

Wy jesteście światłem świata

Ewangelia na niedzielę 9 lutego 2020

Zadania uczniów
Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól straci swoja właściwość, czym się ją posoli? Nie nadaje się do niczego, chyba tylko na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem dla świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy po to, aby ją schować pod garncem, lecz stawia się ją na świeczniku, żeby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Tak też niech świeci wasze światło dla ludzi aby widzieli wasze dobre czyny i chwalili waszego Ojca, który jest w niebie.

Ewangelia wg Św. Marka, 5, 13-16

A jak to jest z naszą wiarą? Czy jest w nas ta sól, która nadaje sens naszemu życiu, czy nasza wiara jest bardziej mdła, całkowicie pozbawiona smaku? Oparta tylko na przyzwyczajeniu?
Bardzo nie chciałabym wpaść w taką rutynę, kiedy wiara sprowadza się pustych, bezrefleksyjnych obrzędów. Codzienna modlitwa, niedzielna msza święta – to wszystko może stać się tylko rytuałem, przyzwyczajeniem i rutyną. Wydaje mi się, że Bóg jednak oczekuje od nas znacznie więcej. Co można zrobić, aby nasza wiara nie była mdła? Co może być solą i światłem naszego chrześcijaństwa? Dzisiejsza Ewangelia mówi o tym wprost: nasze dobre czyny.

Nie jest sztuką mówić, znacznie trudniej jest robić i swoim własnym życiem pokazywać, że jesteśmy chrześcijanami, żyć na co dzień Ewangelią. Współczesny świat łatwo demaskuje hipokryzję – widać to na przykład w często pojawiających się doniesieniach medialnych o różnych ekscesach osób znanych. Tym bardziej, że jeżeli dobre czyny są światłem lampy, to na wszystkie złe – skierowane są silne reflektory. Dobro rzadko przebija się na medialne czołówki, ale wystarczy narozrabiać po pijaku, skorzystać z usług prostytutki, zrobić przekręt finansowy czy też wystąpić o rozwód, aby trafić na czołówki tabloidów. Jeżeli przydarza się to osobie publicznie deklarującej się jako katolik – powstaje dysonans, rzucający cień. Przykłady tych, którzy swoim życiem naprawdę świadczą o tym, w co wierzą są zdecydowanie mniej medialne, a szkoda. Może gdyby było więcej pozytywnych newsów – świat miałby więcej wzorców do naśladowania? I może w końcu pojawiłoby się skojarzenie: to taki dobry człowiek, pewnie chrześcijanin…

 


Święto Świętej Rodziny

Ewangelia na niedzielę 29 grudnia 2019

Ucieczka do Egiptu
13
Gdy oni odeszli, Józefowi ukazał się we śnie Anioł Pański i powiedział: “Wstań, zabierz Dziecko i Jego Matkę i uciekaj do Egiptu. Zostań tam, dopóki nie dam ci znać. Bo Herod będzie szukał Dziecka, żeby Je zabić”. 14On wstał jeszcze w nocy, zabrał Dziecko i Jego Matkę i udał się do Egiptu. Pozostał tam aż do śmierci Heroda. Tak spełniło się słowo Pana napisane przez proroka: Z Egiptu wezwałem mojego Syna. 
(…)
Powrót z Egiptu
19
Gdy umarł Herod, Józefowi w Egipcie ukazał się we śnie anioł Pański  20i powiedział: “Wstań, zabierz Dziecko i Jego Matkę i wracaj do ziemi izraelskiej, bo umarli już ci, którzy czyhali na życie Dziecka”. 21On wstał, zabrał Dziecko i Jego Matkę i powrócił do ziemi izraelskiej. 22Gdy się jednak dowiedział, że w Judei rządzi Archelaos po swoim ojcu Herodzie, bał się tam wracać. Zgodnie z poleceniem, jakie otrzymał we śnie, udał się do Galilei. 23Przybył do miasta zwanego Nazaret i tam zamieszkał. Tak spełniło się słowo przekazane przez proroków: Bedą Go nazywać Nazarejczykiem.

Ewangelia wg Św. Mateusza, 2, 13-15, 19-23

Święty Józef może być uznany jako wielki przykład głębokiej wiary – po raz kolejny posłusznie robi to, co każe Mu Bóg.  Czy łatwo było Mu podjąć taką decyzję?  Przecież najprościej byłoby wrócić z żoną i maleńskim dzieckiem do domu, a nie uciekać do obcego kraju. A potem opuścić go i wrócić do ziemi ojczystej.
Zastanawiam się, czy i jak my wypełniamy Boże polecenia? Wprawdzie jakoś nigdy nie śnił mi się Anioł, który wydawałby mi jakieś polecenie, ale czy Bóg  na pewno nic nam nie przekazuje ? Tkwi w nas głęboko powiedzenie: “sen mara – Bóg wiara”, które z pewnością wyzwala pewien sceptycyzm, ale w jaki sposób moglibyśmy odebrać taką wiadomość? I jak ustrzec się przed fałszywym odebraniem takiego polecenia? Czytałam kiedyś o jakims seryjnym maniaku mordującym ludzi, któremu wydawało się, że mówił do niego Bóg , każący mu właśnie zabijać. Oczywiste, że to wariat, prawda? Ale gdybym nagle się dowiedziała, że mój szwagier zabiera moją siostrę wraz z dopiero co urodzonym dzieckiem i wyjeżdża na drugi koniec Europy, gdyż śnił mu się  Anioł, któy kazał mu uciekać – czy nie powiedziałabym tego samego ?
Nie jest łatwo słyszeć głos Boga i właściwie go zinterpretować. Chociaż myślę, że gdy Bóg naprawdę do nas przemawia i chce nam coś przekazać – nie mamy wątpliwości, że “to jest to”. Ja kiedyś zobaczyłam, że Bóg odpowiada na moją bardzo gorącą modlitwę.  W sposób bardzo nietypowy – posłańcem był maleńki ptaszek …

 

IV niedziela Adwentu

Ewangelia na niedzielę 22 grudnia 2019

Jezus prawnym ojcem Jezusa-Zbawiciela
18A oto jak było z narodzeniem Jezusa Chrystusa: matka Jezusa był zaręczona z Józefem. Zanim jednak zamieszkali razem, poczęła z Ducha Świętego. 19Jej mąż Józef był człowiekiem pobożnym. Nie chciał jej zniesławić i dlatego postanowił rozstać się z Nią po kryjomu. 20A gdy tak zdecydował, anioł Pański ukazał mu się we śnie i powiedział: “Józefie, Synu Dawida, nie bój się przyjąć twojej żony Maryi, gdyż to, co się w Niej poczęło, pochodzi z Ducha Świętego. 21Urodzi Ona syna, a ty nadasz Mu imię Jezus, gdyż On uwolni swój lud od grzechów”. 22A wszystko to się stało, aby się spełniło słowo Pana przekazane przez Proroka: 23Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, którego nazwą Emanuel, to znaczy “Bóg jest z nami”. 24Gdy Józef zbudził się, uczynił tak, jak mu nakazał anioł Pański i przyjął swoją żonę.

Ewangelia wg Św. Mateusza, 1, 18-24

Ten fragment Ewangelii to piękny obraz wielkiej pobożności Józefa. Zgodnie z prawem ludzkim powinien oddalić swoją żonę. Kochał ją bardzo, tak zwyczajnie, po ludzku i dlatego chciał to zrobić potajemnie. Boska interwencja spowodowała jednak, że nie zrobił tego. Całkowicie zawierzył Bogu i poddał się Jego woli.
Czy my tak potrafimy? Czy nie próbujemy dyskutować z Panem Bogiem, że chcielibyśmy coś inaczej? Że wprawdzie wiemy, jak powinniśmy postąpić, ale okoliczności, trudna sytuacja…. – cała gama usprawiedliwień zawsze się znajdzie. Dokąd nas to jednak zaprowadzi?
Dla człowieka wierzącego wybór jest prosty – niezależnie od tego, jakie jest prawo ludzkie, ważne jest to,, co mówi Dekalog. Co z tego, że można wziąć rozwód, skoro ślub brałam przed Bogiem?  Jeżeli prawo ludzkie pozwala na zawarcie kolejnego małżeństwa (cywilnego) czy też związku partnerskiego – czy szóste przykazanie stanie się mniej ważne? Czy prawo do aborcji na życzenie znosi “nie zabijaj”?  Czy człowiek wierzący potrzebuje zapisów w kodeksie karnym, żeby postępować zgodnie z Bożymi Przykazaniami? I czy ma prawo narzucać własne przekonania innym? W dzisiejszym, coraz bardziej zlaicyzowanym społeczeństwie problem staje się coraz wyraźniejszy i głośniejszy. I rozwiązaniem nie jest argument siły – to wcale nie załatwia problemu. Co z tego, że w kodeksie pojawi się całkowity zakaz aborcji? Przecież zlikwiduje on tylko te nieliczne, oficjalne przypadki, w żaden sposób nie wpływając na całe podziemie aborcyjne.
Niestety, laicyzacja postępuje i w znacznej mierze jest spowodowana tym, że nasza wiara jest tylko na pokaz, bez świadectwa własnego życia. Przybywa też katolików w najlepszym przypadku określających się jako “wierzący, ale nie praktykujący” – cokolwiek to nie znaczy….
Świadczenie wiary własnym życiem jest najtrudniejsze, ale czy właśnie nie taką drogą powinniśmy iść?

 

 

 

 

Jezus i Zacheusz

Ewangelia na niedzielę 3 listopada 2019

Jezus i Zacheusz
1Potem przybył do Jerycha i przechodził przez miasto. 2A pewien bogaty człowiek, imieniem Zacheusz, który był przełożonym celników, 3chciał zobaczyć Jezusa, kto to jest. Nie mógł jednak z powodu tłumu, gdyż był małego wzrostu. 4Pobiegł więc naprzód i wszedł na sykomorę, żeby Go zobaczyć, gdyż miał tamtędy przechodzić. 5A gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i powiedział do niego: “Zacheuszu, zejdź! Pospiesz się, bo dziś muszę zatrzymać się w twoim domu”. 6Zszedł więc szybko i przyjął Go z radością. 7A wszyscy widząc to, szemrali.: “Poszedł w gościnę do grzesznika”. 8Zacheusz zaś stanął i powiedział do Pana: “Panie, połowę mojego majątku daję ubogim, a jeśli na kimś coś wymusiłem, oddaję poczwórnie”. 9Wtedy Jezus powiedział do niego: “Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i ten człowiek jest synem Abrahama. 10Syn Człowieczy przyszedł przecież szukać i zbawić to co zginęło”.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 19, 1 – 10

Czasem trudno jest zrozumieć i pogodzić się z tym, że my się staramy, wypełniamy Boże przykazania, żyjemy przykładnie, a Bóg obdarza łaską kogoś, kto naszym zdaniem wcale na to nie zasługuje. Zacheusz był celnikiem czyli przedstawicielem okupacyjnej, krzywdzącej ludzi władzy rzymskiej. Symbol porównywalny z współpracującymi z Niemcami kolaborantami w czasie II wojny światowej. Jezus właśnie takiego człowieka zauważa i udaje się do niego w gościnę. Nic więc dziwnego, że otaczający Jezusa Żydzi szemrali – celnikami się pogardzało, a nie bratało z nimi.
Nie jest łatwo iść pod prąd i wyciągnąć rękę do kogoś powszechnie uznanego za złego, straconego dla społeczeństwa, odtrąconego. Jezus nie zawiódł się na Zacheuszu – nawrócił się. W naszej codzienności pewnie nie jest to tak oczywiste i proste. Często niestety się zdarza, że nasza wyciągnięta ręka zawisa w próżni lub zostajemy po prostu oszukani. Czy więc powinniśmy się poddać i zrezygnować? Czasem ciężko po raz kolejny uwierzyć, ale przecież my sami też z tego korzystamy. Idziemy do spowiedzi, upadamy i znowu prosimy Boga o przebaczenie. Ile razy już to robiliśmy? Warto wierzyć jednak, że mimo tego – powolutku stajemy się coraz lepsi. Bóg każdemu daje szansę i nie nam decydować o tym, dlaczego ktoś na nią nie zasługuje.

 

 

 

 

Uzdrowienie dziesięciu trędowatych

Ewangelia na niedzielę 13 października 2019

Uzdrowienie dziesięciu trędowatych
W drodze do Jeruzalem przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodził do pewnej wsi, spotkało Go dziesięciu trędowatych mężczyzn. Stanęli w oddali i wołali: “Jezusie, Mistrzu! Zmiłuj się nad nami!”. A gdy ich zobaczył, powiedział: “Idźcie, pokażcie się kapłanom!”. Gdy oni szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich, widząc, że został uzdrowiony, wrócił, głośno chwaląc Boga. Upadł na twarz do Jego stóp i dziękował Mu. Był to Samarytanin. Jezus zapytał: “Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? I nie znalazł się nikt, kto by wrócił oddać chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?”. A jemu powiedział: “Wstań, idź! Twoja wiara cię uzdrowiła”.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 17, 11 – 19

Czy ta perykopa nie wydaje się nam bliska, znana z własnego życia? Pewnie każdemu trudno się do tego przyznać, ale czy najgorliwiej nie potrafimy się modlić wtedy, gdy prosimy Boga o coś? Wtedy, gdy to dostajemy – jakoś łatwo zapomina się o tym, aby podziękować. Owszem, msze dziękczynne w różnych intencjach są często spotykane, ale mam wrażenie, że jest to jakieś takie oficjalne. Do mnie bardziej przemawia prosta, zwykła modlitwa – dzięki Boże, że mnie wysłuchałeś, pomogłeś mi.
Czytając ten fragment Ewangelii uderza mnie też to, że jedynym, który po uzdrowieniu wrócił z podziękowaniem był Samarytanin czyli cudzoziemiec. Czyżby pozostali uważali, że będąc rodakami Jezusa – po prostu należał im się cud? I czy my sami, będąc chrześcijanami też nie mamy takich tendencji? Wierzymy w Boga – Jedynego, Prawdziwego, więc wiele nam się z tego powodu należy. Nawet, gdy nasza wiara ogranicza się do banalnie powszechnej zasady “jak trwoga to do Boga….”.

 

 

 

 

Wzmacnianie wiary

Ewangelia na niedzielę 6 października 2019

Odpowiedzialność za siebie i innych
5
Apostołowie prosili Pana: “Wzmocnij nasza wiarę!”. 6A Pan powiedział: “Gdybyście mieli wiarę jak ziarno gorczycy i powiedzielibyście temu krzewowi morwy: ‘Wyrwij się i przenieś do morza’, to by was posłuchał.

Konieczność pokory
7
Któż z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie do niego, gdy ten przyjdzie z pola” ‘Chodź zaraz i zasiądź do stołu’? 8Czy nie powie mu raczej: ‘Przygotuj mi posiłek, przepasz się i usługuj mi, aż się najem i napiję. Ty będziesz jadł i pił potem’? 9Czy dziękuje słudze za to, że wykonał polecenie? 10Tak i wy, kiedy wykonacie wszystko, co wam polecono, mówcie: ‘Jesteśmy nieużytecznymi sługami. Wykonaliśmy to, co było naszą powinnością’. “

 Ewangelia wg Św. Łukasza, 17, 5 – 10

Też chciałabym wzmocnienia mojej wiary…. Niekoniecznie w sensie jakiegoś materialnego dowodu na istnienie Boga czy cudu – tego nie potrzebuję. Aczkolwiek mam czasami poczucie samotności i braku odpowiedzi na modlitwę.
Zawsze bałam się tego, ze moja wiara stanie się tylko nawykiem, przyzwyczajeniem, a moja modlitwa – bezmyślnym odklepywaniem pacierzy. Chcąc tego uniknąć – czytam Ewangelię, dużo rozmyślam, pisze tego bloga i czytam inne.

I ciągle zastanawiam się jak silna jest moja wiara. I jak ja zmierzyć ?
Kiedyś na moim starym blogu zamieściłam historyjkę, która chyba dobrze ilustruje te myśli:

Pewnego razu podczas spaceru uważający się za ateistę człowiek potknął się i spadł ze skały .
Chwyciwszy się w ostatniej chwili rosnącego na zboczu drzewka, zwisał nad głęboką przepaścią i wzywał ratunku. Bez rezultatu. W ostatecznej desperacji zaczął wzywać Boga: “Panie Boże, wiem , że w Ciebie nie wierzyłem, ale jeśli mnie uratujesz – to się zmieni. Zacznę chodzić do kościoła i wszystkim ludziom będę głosić Twoją chwałę” . Wtem z nieba odezwał się głos: “Wszyscy tak mówią jak potrzebują pomocy”. Poruszony człowiek zaczął krzyczeć jeszcze głośniej “Ależ Panie, przecież usłyszałem Twój głos. Już w Ciebie wierzę . Wierzę, że tylko Ty możesz mnie uratować “.
W odpowiedzi usłyszał:”Skoro naprawdę wierzysz we mnie i moją moc – puść gałąź … ”

Może więc najlepszą refleksją nad dzisiejszymi czytaniami byłaby próba odpowiedzi na to, czy jesteśmy gotowi na to, aby puścić gałąź?

 

 

 

 

Podziały z powodu Jezusa

Ewangelia na niedzielę 18 sierpnia 2019

Podziały z powodu Jezusa
Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i bardzo pragnę, aby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakże jestem udręczony, aż się to wypełni. Czy sądzicie, że przyszedłem, aby dać ziemi pokój ? Ależ nie – mówię wam – raczej rozłam. Odtąd bowiem w jednym domu pięciu poróżni się między sobą: trzech stanie przeciw dwóm, a dwóch przeciw trzem.

Poróżnią się:
ojciec z synem,
a syn z ojcem;
matka z córką,
a córka z matką;
Teściowa ze swoją synową,
a synowa z teściową.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 12, 49-53

Ten fragment Ewangelii jakby zaprzecza słowom Jezusa “Pokój mój daję wam…” . Jak więc należy go odczytywać? Myślę, że przez pryzmat ludzkiej ułomności. Chrystus przynosi nam posłannictwo, które jest pełne pokoju i miłości, ale doskonale zdaje sobie sprawę, że ludzie będą je odczytywać i interpretować po swojemu, każdy inaczej i w efekcie – dojdzie do rozłamów, kłótni i podziałów. Słowa te okazały się prorocze – wystarczy rozejrzeć się dookoła. Samo chrześcijaństwo nie jest jednolite – tak wiele w nim wyznań. I każde uważa, że ma rację i w sposób właściwy interpretuje naukę Jezusa, a mylą się inni. Podziałów tych nie da się łatwo i szybko zlikwidować.
Może jednak warto eksponować to co łączy, a nie to co dzieli ? Może tak właśnie powinien wyglądać współczesny ekumenizm? Idziemy nieco innymi drogami, ale cel mamy wspólny ? I ważne jest to, czy dojdziemy? I może o tym pamiętać także w starciu z  wszystkimi, również wyznawcami innych religii czy ateistami? Szczególnie w naszym, tak bardzo ostatnio podzielonym i skłóconym społeczeństwie?

 

Misja siedemdziesięciu dwóch

Ewangelia na niedzielę 7 lipca 2019

Misja siedemdziesięciu dwóch

Misja siedemdziesięciu dwóch
Potem Pan wyznaczył innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam zamierzał się udać. Mówił do nich: “Żniwo jest wprawdzie wielkie, ale mało robotników. Proście więc Pana żniwa, aby wysłał robotników na swoje żniwo. Idźcie, posyłam was jak jagnięta między wilki. Nie noście sakiewki ani torby podróżnej, ani sandałów i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Kiedy wejdziecie do jakiegoś domu, najpierw mówcie: ‘Pokój temu domowi’ . Jeśli jest tam człowiek godny pokoju, spocznie na nim wasz pokój, a jeśli nie, wróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają. Bo kto pracuje, ma prawo do zapłaty. Nie przenoście się z domu do domu. A gdy wejdziecie do jakiegoś miasta i przyjmą was, jedzcie to co wam podadzą. Uzdrawiajcie tam chorych i mówcie im: ‘Nadchodzi już do was królestwo Boże’. Gdy wejdziecie do jakiegoś miasta i nie przyjmą was, wychodząc na jego ulice, powiedzcie: ‘Strząsamy wam nawet proch z waszego miasta, który nam przylgnął do nóg. Wiedzcie jednak, że nadchodzi już królestwo Boże’ . Mówię wam, że w owym dniu lżej będzie Sodomie niż temu miastu.
Powrót siedemdziesięciu dwóch
Siedemdziesięciu dwóch powróciło, mówiąc z radością: “Panie, na Twoje imię nawet demony nam się poddają”. Wtedy powiedział do nich: “Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica. Dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach , i po całej potędze nieprzyjaciela. Nic wam nie zaszkodzi. Lecz nie cieszcie się z tego, że duchy się wam poddają, ale cieszcie się raczej z tego, że wasze imiona są zapisane w niebie”.

Ewangelia wg Św. Łukasza 10, 1-12,17-20

Jezus posyłając siedemdziesięciu dwóch do głoszenia Dobrej Nowiny, dał im konkretne wytyczne jak mają postępować. Czy są one aktualne również dziś, we współczesnym świecie? Mnie najbardziej przekonuje ostatnie zdanie tej perykopy: “lecz nie cieszcie się z tego, że duchy się wam poddają, ale cieszcie się raczej z tego, że wasze imiona są zapisane w niebie”. Zawsze uważałam, że zdecydowanie lepiej jest czynić dobro niż walczyć ze złem i to zdanie pasuje mi do tej wizji. Co z tego, że pokonamy kogoś – w naszej ocenie – złego? Czy świat na pewno będzie lepszy? Mam wątpliwości. Znacznie skuteczniejsze moim zdaniem jest po prostu szerzenie dobra i skuteczne świadczenie o tym własnym życiem.

A co mocą otrzymaną przez uczniów Jezusa? Czy w realiach współczesnego świata możliwe są cudowne uzdrowienia? Wypędzanie demonów? Jakoś mało pasuje to do naszej rzeczywistości, wydaje się to zupełnie nierealne. Ja sama podchodzę bardzo sceptycznie i trudno mi zrozumieć tłumy zgromadzone na Stadionie Narodowym na rekolekcjach Ojca Johna Bashobora. Wprawdzie wiem, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, ale takie masowe uzdrowienia i oczekiwanie na cud traktuję z wielką rezerwą i nieufnością. Zbyt spektakularne i obliczone na efekt wizerunkowy. Choć z pewnością jeżeli ktoś bardzo silnie w to wierzy, może doznać uczucia uzdrowienia. W końcu sam Jezus też wielokrotnie powtarzał: twoja wiara cię uzdrowiła.
Chyba mam w sobie za mało wiary. Ostatnio mocno posypało mi się zdrowie i wprawdzie modlę się, ale jakoś mało żarliwie i bez przekonania. Nie czuję w sobie jakiejś wielkiej mocy i wiary w możliwość uzdrowienia. Co ciekawe – mam wrażenie, że Bóg wysłuchuje moich próśb, gdy modlę się za innych. W takich intencjach czuję, że mam jakąś moc i wiarę, że się uda. A samej siebie nie potrafię skutecznie “obmodlić”.