Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

Ewangelia na niedzielę 16 maja 2021


15
I powiedział do nich: “Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! 16Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, ten się potępi. 17Tym, którzy uwierzą, takie znaki będą towarzyszyć: W moje imię będą wyrzucać demony, będą mówić nowymi językami, 18węże będą brać do rąk, i choćby wypili coś zatrutego, nie zaszkodzi im. Będą na chorych kłaść ręce, a ci zostaną uzdrowieni.
Wstąpienie Jezusa do nieba

19A gdy Pan Jezus do nich powiedział, został wzięty do i zasiadł po prawej stronie Boga. 20 Oni zaś rozeszli się i przepowiadali Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.

Ewangelia wg Św. Marka, 16, 15-19

Myśląc o niebie – odruchowo spoglądamy w górę. Zgodnie z przytoczonym tu fragmentem Ewangelii – Jezus też został do nieba uniesiony – od razu wskazuje to na kierunek w górę. I pewnie tak było – trudno nie wierzyć bezpośrednim uczestnikom tamtych wydarzeń. Czy oznacza to jednak, że na tym naszym ziemskim padole – tu i teraz – Boga nie ma, jest gdzieś tam daleko, wysoko? Blisko gwiazd, daleko od nas i naszej codzienności? Może trzeba spojrzeć mniej dosłownie i materialnie? I dostrzec Boga właśnie w tym naszym dniu codziennym? Bóg jest wszędzie i zawsze, nie tylko raz w tygodniu, gdy jesteśmy  w kościele na niedzielnej mszy świętej. Może Bóg jest najbardziej przy nas np. w środę rano, gdy jesteśmy w drodze do pracy? Lub podczas czwartkowego spaceru z psem? A także wtedy, gdy dopada nas chandra, gdyż mamy serię niepowodzeń, szwankuje nam zdrowie i w ogóle jest nam źle? Nie jesteśmy sami. Nawet, gdy niebo jest zachmurzone i nie widać najmniejszego promyczka słońca. Wówczas wystarczy rozejrzeć się wokół siebie i tam znaleźć Boga.


Niewierny Tomasz

Ewangelia na niedzielę 11 kwietnia 2021

Spotkanie Zmartwychwstałego z uczniami
19
Gdy tego pierwszego dnia tygodnia zapadł wieczór, a tam, gdzie przebywali uczniowie, zamknięto drzwi z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął w środku i pozdrowił ich: “Pokój wam”. 20A gdy to powiedział, pokazał im ręce, oraz bok. Uczniowie uradowali się, że ujrzeli Pana. 21Jezus zaś odezwał się do nich ponownie: “Pokój wam! Jak Mnie posłał Ojciec, tak i Ja was posyłam”. 22Po tych słowach tchnął na nich i oznajmił: “przyjmijcie Ducha Świętego. 23Tym, którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, który zatrzymacie, są zatrzymane”.

24Tomasz, zwany Didymos, jeden z Dwunastu, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. 25Pozostali uczniowie mówili więc do niego: “Zobaczyliśmy Pana”. On jednak odparł: “Nie uwierzę, jeśli nie ujrzę na Jego rękach śladów po gwoździach, nie włożę swego palca w miejsce gwoździ i nie umieszczę swojej ręki w Jego boku”. 26Po ośmiu dniach uczniowie znów byli wewnątrz i Tomasz razem z nimi. Mimo zamkniętych drzwi, Jezus wszedł, stanął w środku i pozdrowił ich: “Pokój wam”. 27Następnie rzekł do Tomasza: “Unieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce, podnieś też swoją rękę i włóż w mój bok. I przestań być niedowiarkiem, a bądź wierzącym”. 28Tomasz wyznał Mu w odpowiedzi: “Pan mój i Bóg mój”. Jezus zaś rzekł do niego: “Wierzysz, ponieważ Mnie ujrzałeś? Szczęśliwi ci, którzy nie zobaczyli, a uwierzyli”.
Cel napisania Ewangelii
30
Jezus dokonał jeszcze wielu innych znaków wobec swoich uczniów, których nie zapisano w tej księdze. 31Te natomiast spisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Bożym, oraz abyście wierząc, mieli życie w Jego imię.

Ewangelia wg Św. Jana 20, 19-31

Apostoł Tomasz przeszedł do historii jako symbol niedowiarstwa. Nawet dziś określamy go Niewiernym Tomaszem i nie jest to raczej pozytywny przydomek. My nie mamy takiego wyboru. Nie widzieliśmy, nie dotykaliśmy, a wierzymy. Co w dzisiejszym czasach, w dobie dominującej w naszym życiu wirtualnej rzeczywistości – wcale nie jest takie proste i łatwe.
W znacznym stopniu można właściwie zrozumieć Tomasza. Wprawdzie inni uczniowie twierdzili, ze widzieli Jezusa, że naprawdę zmartwychwstał, ale nie uwierzył im. Czy my sami wierzymy we wszystko co nam mówią nasi przyjaciele? Wiem, porównanie jest bardzo uproszczone – o Mesjaszu nauczali wcześniej prorocy, sam Jezus też mówił, więc podstawy do uwierzenia były, ale ….
Wielu ludzi wierzy tylko w to, co da się zobaczyć/zmierzyć “szkiełkiem i okiem”, na same słowa są zdecydowanie mniej podatni. Nie bez powodu mówi się o tym, że wiara to łaska, nie każdemu dana. Wiele osób przeżywa też różnego rodzaju kryzysy wiary, zaczyna wątpić w samo istnienie Boga, szuka dowodów, racjonalnych wytłumaczeń, znaków. Czy ma to sens? Kiedyś usłyszałam od jednego z księży, że Pan Bóg daje nam takie znaki, mówi do nas – to my nie umiemy ich odczytać. Może dlatego, że czytamy je rozumem, a nie sercem?
Czasem próbuję sobie wyobrazić, jak wyglądałoby moje życie, gdyby nie było w nim Boga. I jest to bardzo smutna wizja. Wierząc, nie jestem sama, zawsze mam oparcie. I wprawdzie nie jest tak, że Bóg wysłuchuje wszystkich naszych próśb i modlitw, od razu je spełniając, ale zawsze w mniej lub bardziej widoczny sposób nas wspiera, nie zostawia nas.


Święto Narodzenia Pańskiego

Ewangelia na 25 grudnia 2020

Odwieczne Słowo
Na początku było Słowo,

a Słowo było u Boga –
i Bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga,
Wszystko zaistniało dzięki Niemu.
Bez Niego zaś nic nie zaistniało.
To, co zaistniało,
w Nim było życiem.
A życie to było światłością dla ludzi.
Światłość świeci w ciemności,
lecz ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga –
miał na imię Jan.
Przybył on, aby dać świadectwo:
miał zaświadczyć o światłości,
aby dzięki niemu wszyscy uwierzyli,
On sam nie był światłością,
lecz miał świadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy przychodzi na świat.
Na świecie było Słowo,
świat dzięki Niemu zaistniał,
lecz świat Go nie rozpoznał.
Przyszło do swojej własności,
lecz swoi Go nie przyjęli.
Tych zaś, którzy Je przyjęli
obdarzyło mocą, aby stali się dziećmi Bożymi.
To są ci, którzy wierzą w Jego imię,
którzy narodzili się nie z krwi
ani nie z pragnienia ciała, ani z woli mężczyzny,
lecz z Boga.
Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.
Oglądaliśmy Jego chwałę,
chwałę, która jako Jednonarodzony,
pełen łaski i prawdy, ma od Ojca.
Jan daje o Nim świadectwo i głosi:
To Ten, o którym powiedziałem:
Ten, który przychodzi po mnie,
istniał już przede mną, ponieważ był wcześniej ode mnie.
Z Jego pełni otrzymaliśmy wszyscy
Łaskę zamiast łaski.
Mojżesz bowiem przekazał Prawo,
a łaska i prawda zaistniały przez Jezusa Chrystusa.
Boga nikt nigdy nie widział:
Jednonarodzony Bóg, który jest w łonie Ojca,
On sam Go objawił..

Ewangelia wg Św.Jana, 1, 1-18

Na początku było Słowo… Może w pewien sposób odnosi się to także do nas samych? Co takiego jest w Piśmie Świętym, że po 2000 lat wierzymy w słowa tam zapisane? Szukając w gwiazdach i pod mikroskopem człowiek nieudolnie próbuje znaleźć dowody na istnienie lub nieistnienie Boga. I tak naprawdę ciągle jesteśmy w punkcie wyjścia. Chrześcijanie uwierzyli “na słowo” nie tylko w to, że opisane w Biblii wydarzenia są prawdą (choć często przedstawioną w formie metafor i przypowieści), ale także w to, że to Bóg posłał swego Syna, aby zbawił świat. Ta wiara pomaga nam żyć, stawać się coraz lepszymi. Choć opieramy się tylko na słowach…
W czasach, gdy między ludźmi dominuje nieufność, mało komu wierzymy “na słowo” to ciekawe doświadczenie. Wydawać by się mogło, że mało racjonalne, że wiara w Boga nie ma sensu, a jednak coś w tym jest. Życie człowieka wierzącego nabiera zupełnie innego wymiaru, pojawiają się zupełnie inne priorytety. Moim zdaniem – żyje się łatwiej i pełniej, nawet jeżeli inni uważają to za zacofanie, a samą Ewangelię za zbiór bajek. Może, żeby to zrozumieć konieczne jest spojrzenie daleko wykraczające poza tu i teraz? A może i tu potrzebna jest Boża łaska?


Oddajcie Cezarowi co cesarskie

Ewangelia na niedzielę 18 października 2020

Sprawa podatku
15
Wówczas faryzeusze odeszli i naradzali się, jak przyłapać Go na słowie. 16Posłali do Niego swoich uczniów razem ze zwolennikami Heroda z zapytaniem: “Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i zgodnie z prawdą nauczasz drogi Bożej. Nie dbasz o niczyje względy i nie zważasz na ludzką opinię. 17Powiedz nam, co o tym sądzisz: Czy należy płacić podatek cesarzowi, czy też nie?”. 18Jezus poznał ich przewrotność i odpowiedział: “Obłudnicy! Dlaczego Mnie wystawiacie na próbę? 19Pokażcie Mi monetę, którą się płaci podatek” . A oni podali Mu denara. 20Wtedy zapytał: “Czyja jest ta podobizna i napis?”. 21Odpowiedzieli: “Cesarza”. Wówczas rzekł: “Oddajcie więc cesarzowi to, co jest cesarskie, a Bogu to, co boskie”.

Ewangelia wg Św. Mateusza 21 , 15-21

Dzisiejsza perykopa w prosty sposób rozstrzyga dylemat związany z konfliktem pomiędzy władzą ludzką i boską. Konflikt stary i znany, rozdarcie pomiędzy koniecznością wypełnienia praw boskich i nakazów władzy to przecież chociażby historia Antygony. Znajdujący się pod rzymską okupacją Żydzi musieli płacić podatek Cezarowi, co z pewnością było mało przyjemną powinnością. Faryzeusze chcieli wystawić Jezusa na próbę: opowiedzenie się za władzą rzymską spowodowałoby spadek popularności wśród ludu, wystąpienie przeciwko niej – groziło konsekwencjami ze strony władzy. Nie udało się – odpowiedź Jezusa była majstersztykiem…
W dzisiejszych czasach też możemy natknąć się na takie dylematy, choć z pewnością mniej dramatyczne. Na mniejszą skalę jednak z pewnością każdemu zdarza się: pojechać w niedzielę na wycieczkę czy pójść na mszę ? Lub co zrobić, gdy w w trakcie wyjazdu w piątek nie ma szans na postne jedzenie? Nie zawsze łatwo jest “oddać Bogu, co boskie” w sytuacji, gdy codzienność staje na przeszkodzie.

 


 

Jezus chodzi po wodzie

Ewangelia na niedzielę 9 sierpnia 2020

Jezus chodzi po wodzie
22
Zaraz potem polecił swoim uczniom, aby wsiedli do łodzi i przeprawili się przed Nim na drugi brzeg. On tymczasem miał odprawić tłum. 23Kiedy ludzie się rozeszli, wyszedł na górę, aby się modlić w samotności. Zapadł wieczór, a On sam tam przebywał. 24Tymczasem łódź oddaliła się już kilkaset metrów od brzegu. Fale nią miotały, gdyż wiatr wiał z przeciwnej strony. 25O czwartej straży nocnej przyszedł więc do nich po jeziorze, 26a gdy uczniowie zobaczyli Go idącego po jeziorze, przestraszyli się i mówili: “To jakaś zjawa!”. I ze strachu zaczęli krzyczeć. 27Wtedy Jezus natychmiast przemówił” “Uspokójcie się! Ja jestem. Nie bójcie się!”.

28Piotr więc rzekł: “Panie! Jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do Ciebie po wodzie. 29A On odpowiedział: “Chodź!”. Piotr wyszedł z łodzi po jeziorze poszedł do Jezusa. 30Gdy zauważył, że wieje silny wiatr, przeraził się i zaczął tonąc. Wtedy krzyknął: “Panie! Ratuj mnie!”. 31Jezus zaraz wyciągnął rękę i chwycił go. Powiedział mu: “Człowieku małej wiary! Dlaczego zwątpiłeś?” 32Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. 33Ci zaś którzy byli w łodzi, oddali Mu hołd i wyznali: “Ty naprawdę jesteś Synem Bożym”. .

Ewangelia wg Św. Mateusza 14 , 22-33

W dzisiejszej perykopie Jezus czyni kolejny cud – chodzi po wodzie. Nie jest to zjawisko normalne, a wprost przeciwnie – zaprzecza wszelkim prawom fizyki. Paradoksalnie jednak wydaje mi się, że głównym przesłaniem tego czytania jest Piotr i jego wiara. Jak bliski jest nam w chwili zwątpienia, prawda?
Często mówi się, że wiara czyni cuda – jest w tym wiele prawdy.  Jak jednak wzbudzić w sobie taką wiarę, żeby ignorując wszystko inne, zawierzyć całkowicie Bogu i pójść po wodzie? Ja nie wiem, w dodatku ostatnio coraz częściej krzyczę Panie, ratuj! Tonę! 


Uroczystość Trójcy Św.

Ewangelia na niedzielę 7 czerwca 2020

Rozmowa Jezusa z Nikodemem
Tak bardzo bowiem Bóg umiłował świat, że poświęcił swojego jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, lecz miał życie wieczne. Bóg przecież nie posłał swego Syna na świat, aby go sądził, lecz aby go zbawił. Ten, kto w Niego wierzy, nie podlega sądowi; ten jednak, kto nie wierzy, już został osądzony, ponieważ nie uwierzył w to, kim jest jednorodzony Syn Boży.

Ewangelia wg Św. Jana 3 , 16-18

Kiedyś koleżankę w pracy, której córka w wieku lat nastu odczuła silna potrzebę wiary. Wychowywana w domu raczej ateistycznym (rodzice po rozwodzie: tatuś – wysoki działacz partyjny – najpierw PZPR, później SLD, mama też niepraktykująca).  Ta moja koleżanka postanowiła więc pokazać jej różne opcje, żeby mogła wybrać sobie taką wiarę, która jej najbardziej będzie odpowiadać. Chodziły razem na nabożeństwa i spotkania grup religijnych różnych wyznań, dyskutowały i oceniały, która wiara jest najbardziej przekonująca. Pamiętam, że wydawało mi się to jakieś dziwne – jaka wiara ma najlepszą ofertę? Jaki Bóg wydaje się być najbardziej wiarygodny? Jakie kryteria byłyby tu najlepsze? Później doszłam jednak do wniosku, że to, co dla mnie wydaje się być absurdem, z innego punktu widzenia wcale nie musi być takie niedorzeczne. Urodziłam się i wychowałam w rodzinie katolickiej – moja wiara wydaje się więc być czymś naturalnym i oczywistym. Dla kogoś, kto nie wyniósł wiary z domu rodzinnego – wcale nie musi być takie jednoznaczne i proste, pojawia się więc element porównywania i oceny, nawet nie tyle poprzez same prawdy wiary, co ludzi ją wyznających. Pamiętam, że duże wrażenie zrobiły na niej spotkanie w zborze Świadków Jehowy. Ćwiczyli tam scenki z życia codziennego i odnoszące się do niej postawy chrześcijanina np. do tramwaju wchodzi staruszka, a dobry chrześcijanin zrywa się i ustępuje jej miejsce itp.  Zupełnie natomiast nie kojarzę sobie, aby jakieś pozytywne wrażenia wyniosła z zetknięcia z wiarą katolicką…. Niestety, bardzo mnie to boli. Zawsze wyznawałam zasadę, że to przede wszystkim nasze codzienne postępowanie powinno świadczyć o nauce Chrystusa i stanowić wzór dla innych. Nie wystarczy tylko modlić się godzinami, o naszej wierze świadczą też nasze czyny.
Historia córki mojej koleżanki nie ma szczęśliwego zakończenia. Nie zdążyła “wybrać” wiary – zginęła tragicznie w wypadku samochodowym. Czy w świetle dzisiejszej Ewangelii – została potępiona? Moim zdaniem – nie. Wprawdzie nie została nawet ochrzczona, ale szukała Boga, odczuwała potrzebę wiary. Nie zdążyła dopełnić ziemskich formalności, ale przecież Bóg wiedział, co dzieje się w jej sercu…

 


Jezus drogą do Ojca

Ewangelia na niedzielę 10 maja 2020

Jezus drogą do Ojca
Niech wasze serca się nie trwożą. Wierzycie w Boga i we Mnie wierzcie. W domu mego Ojca jest wiele mieszkań; gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Teraz idę tam, aby przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, to znowu powrócę i zabiorę was do siebie, abyście byli tam, gdzie Ja jestem. A znacie drogę tam, gdzie ja idę. Na co rzekł Tomasz: “Panie, nie wiemy dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?”. Jezus mu odpowiedział: “Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi od Ojca jak tylko przeze Mnie. Jeśli Mnie poznaliście, będziecie również znać mego Ojca. Wy zresztą już Go znacie, a nawet ujrzeliście”. Wtedy Filip poprosił: “Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”. Jezus mu odparł: “Filipie! Jeszcze Mnie nie znasz, mimo, że tak długo jestem z wami ?” Kto Mnie zobaczył, zobaczył także Ojca. Dlaczego więc prosisz: ‘Pokaż nam Ojca?’
Czyżbyś nie wierzył, że ja jestem w Ojcu, a Ojciec jest we Mnie? Słów, które mówię do was, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który jest we Mnie, dokonuje swoich dzieł. Wierzcie mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. jeśli zaś nie, to przynajmniej wierzcie ze względu na dzieła. Uroczyście zapewniam was: Kto wierzy we Mnie, będzie dokonywał takich samych dzieł, jakie Ja czynię, a nawet dokona większych od nich, ponieważ Ja odchodzę do Ojca”.

Ewangelia wg Św. Jana 14 , 1-12

Niby takie proste: cel znamy, mając w ręku Ewangelię i kierując się Dekalogiem i słuchając głosu własnego sumienia – nie powinniśmy zabłądzić – mamy GPS nastawiony na życie chrześcijanina. A jednak w praktyce okazuje się, że ta droga wcale nie jest prostym traktem, na poboczach świeci wiele kolorowych neonów rozpraszających uwagę i zachęcających do zejścia z trasy choć na chwilę i zagłuszających kierunek wytyczony przez GPS.  Jak sobie z tym poradzić?
Najbanalniej byłoby stwierdzić, że nie powinniśmy zapominać o celu, do którego dążymy, gdyż tylko to się liczy. Mimo wszystko jednak trudno nie myśleć o tym, co tu i teraz. Szczególnie, gdy codzienność dokucza, a wieczność wydaje się czymś tak odległym. No i coś nam się przecież od życia należy….

 

 

W drodze do Emaus

Ewangelia na niedzielę 26 kwietnia 2020

Jezus objawia się swoim uczniom
13
Tego samego dnia dwóch z nich szło do wsi zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. 14Rozmawiali ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. 15Gdy tak rozmawiali i zastanawiali się, sam Jezus przybliżył się do nich i szedł z nimi. 16Lecz ich oczy były jakby przyćmione i nie mogli Go rozpoznać. 17Odezwał się do nich: “Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?”. Przystanęli smutni. 18Jeden z nich, któremu na imię było Kleofas, podjął rozmowę: “Jesteś chyba jedynym z przebywających w Jeruzalem, który nie dowiedział się o tym, co się tam w tych dniach stało?”. 19Zapytał ich: “O czym?” Wtedy Mu powiedzieli: “O Jezusie z Nazaretu, proroku potężnym w czynie i słowie przed Bogiem i wobec całego ludu. 20Wyżsi kapłani i nasi przywódcy wydali na niego wyrok śmierci i ukrzyżowali Go. 21A my mieliśmy nadzieję, ze to On wyzwoli Izraela. Tymczasem upływa już trzeci dzień od tego wydarzenia. 22Co więcej, niektóre z naszych kobiet wprawiły nas w zdumienie. Gdy wczesnym rankiem poszły do grobu, 23nie znalazły Jego ciała, Wróciły, mówiąc, że widziały aniołów, którzy zapewnili, że On żyje. 24Niektórzy spośród nas poszli do grobu i zastali wszystko tak, jak powiedziały kobiety, ale Jego nie widzieli”. 25Wtedy On powiedział: “O nierozumni i leniwi w sercu! Nie wierzycie w to wszystko, co powiedzieli prorocy! 26Czyż Chrystus nie musiał tego cierpieć i wejść do swej chwały?”. 27I zaczynając od Mojżesza, przez wszystkich proroków wyjaśniać im, co odnosiło się do Niego we wszystkich pismach. 28I zbliżyli się do wsi, do której zdążali, a On sprawiał wrażenie, że idzie dalej. 29Lecz oni nalegali: “Zostań z nami, gdyż zbliża się wieczór i dzień dobiega końca”. Wszedł więc, aby pozostać z nimi. 30Gdy zasiedli do stołu, On wziął chleb, odmówił modlitwę uwielbienia, połamał i dawał im. 31Wtedy otworzyły się im oczy i rozpoznali Go. Lecz On stał się dla nich niewidzialny. 32I mówili do siebie:”Czy serce nie rozpalało się w nas, gdy rozmawiał z nami w drodze i wyjaśniał nam Pisma?”. 33W tej samej chwili wybrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam znaleźli zgromadzonych Jedenastu i innych z nimi, 34którzy mówili: “Pan prawdziwie zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi”. 35Także oni opowiadali o tym, co im się przydarzyło w drodze i jak dał się im poznać przy łamaniu chleba. .

Ewangelia wg Św. Łukasza 24 , 13-35

Uczniowie Jezusa wierzyli, że jest On Mesjaszem, Synem Boga. Gdy został ukrzyżowany, ich wiara się zachwiała, a nadzieje rozwiały. Nowego ożywienia duchowego doznawali dopiero wtedy, gdy zmartwychwstały Jezus ukazywał im się w różnych miejscach, udowadniając w ten sposób wypełnienie wszystkich proroctw związanych z przyjściem Mesjasza.
Czy z nami jest inaczej? Jak reagujemy, gdy dotyka nas nieszczęście, zdarza się coś złego? I to mimo naszych próśb i modlitw? Znam kilka przypadków, gdy w takich sytuacjach ludzie po prostu przestają wierzyć w Boga, a nawet Mu złorzeczą. Czasami potem wracają do Boga, czasami już nie. Jak sobie z tym poradzić? Jak zobaczyć Boga na naszej własnej “drodze do Emaus”? Nie jest to z pewnością ani proste ani łatwe, choć zwątpienie w chwilach głębokiej traumy (a może nie tylko?) wcale nie jest czymś wyjątkowym. Problem chyba polega na tym, jak sobie z tym radzimy. Znane jest powiedzenie, że “im bardziej Bóg kogoś kocha, tym boleśniej go doświadcza”. Wydaje się to mało sprawiedliwe, szczególnie gdy cała seria nieszczęść spada na ludzi dobrych, wierzących i ufających Bogu. Może jednak warto spojrzeć na to z nieco innej perspektywy? Każdy człowiek ma lepsze i gorsze chwile w życiu, nikt nie obiecywał nam życie pełnego radości. Wtedy, gdy życie nam bardziej dopieka, dotyka nas coś bardzo złego i smutnego, tym bardziej potrzebujemy Boga. Bóg nas nigdy nie opuszcza, zawsze jest przy nas i przede wszystkim daje nam nadzieję i poczucie, że nie jesteśmy sami. W świecie bardzo racjonalnym i materialnym jest to bardzo, bardzo dużo.

 

Wielkanoc

Ewangelia na niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego
12 kwietnia 2020

Zmartwychwstanie Jezusa
W pierwszym dniu tygodnia, wczesnym rankiem, gdy jeszcze panowały ciemności, przyszła Maria Magdalena do grobu i zauważyła kamień odsunięty od grobowca. Pobiegła więc do Szymona Piotra oraz do drugiego ucznia, którego Jezus kochał i oznajmiła im: “Zabrano Pana z grobu i nie wiem, gdzie go złożono”. Piotr i ten drugi uczeń wyruszyli więc i udali się do grobu. Obydwaj biegli razem, lecz ten drugi uczeń wyprzedził Piotra i jako pierwszy znalazł sie przy grobie. A gdy się pochylił, zobaczył leżące płótna. Nie wszedł jednak do środka. Przybył także idący za nim Szymon Piotr i on wszedł do grobowca. Tam spostrzegł leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie. Nie leżała ona razem z tamtymi płótnami, lecz zwinięta osobno w innym miejscu. Wtedy wszedł ten drugi uczeń, który dotarł wcześniej do grobu. A gdy zobaczył, uwierzył. Nie pojmowali bowiem jeszcze Pisma, iż trzeba, aby On powstał z martwych.

Ewangelia wg Św. Jana 20,1-9

Wielkanoc to największe i najważniejsze święta dla każdego chrześcijanina. W tym roku ze względu na epidemię koronawirusa tak nietypowe, zupełnie inne niż to wszystko, do czego od lat jesteśmy przyzwyczajeni.  Wszystkie obrzędy i tradycje są obecnie dostępne tylko wirtualnie (choć da się w ten sposób duchowo uczestniczyć – ja tak przeżyłam całe Triduum Paschalne, co tydzień uczestniczę w mszy św.) . Spróbujmy wykorzystać ten czas, aby zajrzeć w głąb samych siebie i zastanowić się jaka jest nasza wiara i skupić się na całej otoczce, ale na tym, co naprawdę jest ważne i istotne.

Radosnego Alleluja!!!!

 

 

 

Wskrzeszenie Łazarza

Ewangelia na niedzielę 29 marca 2020

Śmierć Łazarza
1
Pewien człowiek z Betanii, miejscowości Marii i jej siostry Marty, był chory. Miał on na imię Łazarz. 2Maria zaś była tą kobietą, która namaściła Pana wonnym olejkiem i swymi włosami wytarła Jego stopy. Właśnie jej brat chorował. 3Siostry przekazały więc Jezusowi wiadomość: “Panie, ten, którego kochasz, jest chory”. 4Gdy Jezus to usłyszał, rzekł: “Ta choroba nie zmierza ku śmierci, lecz ku chwale Bożej. Dzięki niej Syn Boży dozna chwały”. 5A Jezus miłował Martę, jej siostrę oraz Łazarza. 6Gdy jednak usłyszał, że choruje, pozostał w tamtym miejscu jeszcze dwa dni. 7Dopiero po ich upływie zwrócił się do uczniów: “Wróćmy znowu do Judei”. 8Uczniowie Mu odpowiedzieli: ‘Rabbi, Żydzi dopiero co usiłowali Cię ukamieniować, a Ty chcesz tam ponownie wrócić?”. 9Jezus im odparł: “Czy dzień nie ma dwunastu godzin? Kto chodzi za dnia, nie potyka się, gdyż widzi światło tego świata. 10Kto natomiast chodzi nocą, potyka się, ponieważ nie ma w nim światła”. 11A gdy to powiedział, dodał: “Nasz przyjaciel Łazarz zasnął, lecz pójdę, aby go wyrwać ze snu”. 12Uczniowie odrzekli: “Panie, jeśli usnął, to będzie zdrowy”. 13Jezus jednak powiedział tak o jego śmierci, uczniowie natomiast uważali, że mówił o zapadnięciu w sen. 14Oświadczył im więc otwarcie: ‘Łazarz umarł. 15Ale raduję się ze względu na was, abyście uwierzyli. Z tego właśnie powodu nie było Mnie tam, lecz teraz chodźmy do niego”. 16Tomasz, zwany Didymos, zawołał wtedy do współuczniów: “Chodźmy i my, aby razem z Nim umrzeć!”.
Jezus zmartwychwstaniem i życiem
17
Gdy Jezus tam dotarł, zastał go już od czterech dni leżącego w grobie. 18Betania zaś leżała w pobliżu Jerozolimy, w odległości około piętnastu stadiów. 19Wielu Żydów przybyło więc do Marty i Marii, aby je pocieszyć po śmierci brata. 20Kiedy Marta usłyszała, że Jezus nadchodzi, wybiegła Mu naprzeciw, Maria natomiast pozostała w domu. 21Marta zwróciła się do Jezusa: “Panie, gdybyś był tutaj, mój brat by nie umarł. 22Lecz nawet teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o co tylko Go poprosisz”. 23Jezus jej rzekł: “Twój brat powstanie z martwych”. 24Marta odpowiedziała: ‘Wiem, że zmartwychwstanie podczas zmartwychwstania w dniu ostatecznym”. 25Jezus oświadczył jej: “Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto wierzy we Mnie, nawet jeśliby umarł, będzie żył. 26Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to?”. 27Marta odrzekła: “Tak, Panie! Wierzę, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Bożym, który przyszedł na świat”. 28A gdy to powiedziała, odeszła i zawołała swoją siostrę Marię, mówiąc jej po kryjomu: “Nauczyciel jest tutaj i prosi cię”. 29Ona zaś, gdy to usłyszała, szybko wstała i pobiegła do Niego. 30A Jezus nie wszedł jeszcze do miejscowości, lecz pozostał tam, gdzie spotkała Go Marta. 31Również Żydzi, którzy przebywali w jej domu i pocieszali ją, poszli jej śladem, widząc, że zerwała się i wybiegła. Sądzili bowiem, ze udała się do grobu, aby tam płakać. 32Tymczasem Maria dotarła od miejsca, gdzie zatrzymał się Jezus. Kiedy Go zobaczyła, upadła Mu do nóg i rzekła: “Panie, gdybyś był tutaj, mój brat by nie umarł”. 33Gdy więc Jezus zobaczył, że ona płacze, a także płaczą Żydzi, którzy idą z nią, rozgniewał się i wzburzył, 34Następnie zapytał: “Gdzie złożyliście go do grobu?”. Odparli: ‘Panie, chodź zobaczyć”. 35Jezus zapłakał. 36Wtedy Żydzi powiedzieli: “Zobaczcie, jak go kochał”. 37Niektórzy zaś mówili: “Czy Ten, który przywrócił wzrok niewidomemu, nie mógł sprawić, aby on nie umarł?”.
Wskrzeszenie Łazarza
38
Jezus, ponownie wzburzony, podszedł do grobu, 39A była to grota zastawiona kamieniem. 39Polecił więc: ‘Odsuńcie kamień!”. Wtedy odezwała się Marta, siostra zmarłego: “Panie, już cuchnie. Nie żyje bowiem od czterech dni”. 40Jezus powiedział jej: “Czy nie zapewniłem cię, że zobaczysz chwałę Boża, jeśli tylko uwierzysz?”. 41I odsunięto kamień. Wówczas Jezus wzniósł oczy w górę i zaczął się modlić: “Dziękuję Ci, Ojcze, że Mnie wysłuchałeś. 42Ja wiedziałem, że zawsze wysłuchujesz. Powiedziałem to jednak ze względu na otaczających Mnie ludzi, aby uwierzyli, że Ty mnie posłałeś?”. 43Po tych słowach zawołał z mocą: “Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!”. 44Wtedy zmarły wyszedł, mając nogi i ręce owinięte opaskami, twarz zaś przysłonięta chustą. Jezu polecił im: “Uwolnijcie go z tego i pozwólcie mu chodzić!”.
Wielu spośród Żydów, którzy przybyli do Marii i zobaczyli, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
Decyzja Wysokiej Rady o zgładzeniu Jezusa
45
Wielu spośród Żydów, którzy przybyli do Marii i zobaczyli, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

Ewangelia wg Św. Jana 11,1-45

Nic nie dzieje się bez powodu. Łazarz musiał umrzeć, aby Jezus mógł go wskrzesić. Takie wydarzenie musiało odbić się szerokim echem, było to coś zdecydowanie większego niż “zwykłe” uzdrowienia.
Siostry Łazarza, Maria i Marta z pewnością czuły się zawiedzione. Wierzyły w Jezusa, były pewne, że mógł pomóc Łazarzowi. Płacząc nad zmarłym bratem pewnie w jakiejś mierze płakały też nad własnymi zawiedzionymi nadziejami.
Czy po utracie kogoś bliskiego można stracić wiarę? Słyszy się często o takich przypadkach. Dotykające nas nieszczęście zawsze wywołuje pytanie: dlaczego? Szczególnie, gdy przychodzi nagle i niespodziewanie. W skrajnej rozpaczy może wywołać to bunt przeciwko Bogu – w końcu to Bóg zsyła na nas nieszczęście, jak wierzyć w to, że jest miłosierny i nas kocha?
A przecież śmierć jest wpisana w każde życie. Dla człowieka wierzącego doczesność jest tylko pewnym etapem, a nie końcem ostatecznym. Ktoś, kto odszedł już nie cierpi, jest wolny od wszelkich problemów. Płacząc nad grobem – płaczemy nad samymi sobą i pustką w naszym życiu. To najgorszy moment na odwrócenie się od Boga. Samemu będzie nam znacznie trudniej pogodzić się ze stratą, modlitwa jest jednak wielkim ukojeniem. A tak zupełnie po ludzku – gdy myślimy o tym, kto odszedł – lżej jest spojrzeć w górę i pomyśleć o tym, że może teraz jest blisko Boga i wyprasza nam potrzebne łaski?

A ponieważ mamy epidemię koronawirusa i nie możemy uczestniczyć w niedzielnej mszy św. w kościołach, skorzystajmy z szerokiej oferty w mediach:
Msze św.w mediach na dzień 29 marca 2020r.