W Święto Umarłych

Z “Przewodnika Katolickiego” z 2 listopada 1930 roku 

Na cmentarzu

   Noc Zaduszek. Północ.
Na grobach dogasają światła, zapalone życzliwemi dłońmi, aby rozświecić i rozgrzać wspomnienia zmarłej przeszłości, czekającej w ciemnej mogile dnia zmartwychwstania.
Spłynęły w ciepłym, migotliwym blasku świateł gorące łzy i ciche serdeczne modlitwy.
Opustoszał cmentarz. Dymy dogasających świateł owijają powłóczystemi welonami kamienne grobowce, drewniane, pochylone krzyże i biedne, zapomniane, poroschłe trawą mogiłki.
A ponad tą gasnącą poświatą wypływa z mroków nocy korowód duchów. Szarpane kościstemi rękami widm rozkołysały się dzwony na cmentarnej bramie.
I płynie ten korowód duchów ku kościołowi, co się opodal wznosi.
Bo tylko przez kościół, przez msze święte, przez modlitwe  i ofiarny związek żywych ze zmarłymi, płynie dla zmarłych pomoc w ich święto.

 

Wizja bardzo mickiewiczowska, pełna klimatu staropolskich Dziadów. Wprawdzie minęło tylko (już?) 89 lat, ale obecnie obchodzimy ten dzień zupełnie inaczej. Może wynika to z podkreślenia, ze dzień 1 listopada – uroczystość Wszystkich Świętych to święto radosne. I mimo, że łączy się z wigilią Zaduszek – to obraz nie jest tak ponury.
1 listopada odwiedzamy groby bliskich, zapalamy znicze, modlimy się,  wspominamy. I jednocześnie siłą rzeczy – zastanawiamy się nad własnym życiem – tym doczesnym i tym wiecznym ….

Dodaj komentarz